.

.

środa, 30 października 2013

WAŻNE!!

Hej!
Chciałam wam przekazać, że z przyczyn osobistych muszę na jakiś czas zawiesić bloga.
I tak nie dodawałam tu zbyt często nowych rozdziałów, bo po prostu nie miałam pomysłów. No to chyba tyle. Wiem, że niektórzy z was będą zawiedzeni, ale jak na razie nie mogę kontynuować prowadzenia bloga. Wybaczcie.

wtorek, 17 września 2013

Rozdział XI

-No nareszcie jesteście- odezwał się Dawid
-Możesz powiedzieć po jakiego mnie tu przyprowadziłeś?- spokojnie spytałam sie Franka
-A co? Nie odpowiada ci nasze towarzystwo?-wtrącił się Paweł
-Dowiedziałeś się już, który listonosz jest twoim ojcem?- odgryzłam się
-Jak ona się nie zamknie, to ja ją zamknę- zwrócił się do Franka
-Nie zapominaj, że jest moją dziewczyną- pogroził mu i objął mnie ramieniem
-Mogę już wracać do środka?-spytałam
-Nie zostaniesz z nami?
-Nie mam ochoty.
-No ja chcesz. Za chwilę tam przyjdę
-Nie musisz. Mam z kim tańczyć
-Ej.. Może trochę zluzuj, co?
-Zazdrosny?- cwaniacko się uśmiechnęłam
-Ja? No coś ty- zaśmiałam się powoli odeszłam w stronę sali. 






*Oczami Franka*

-Zazdrosny?- spytała cudownie się uśmiechając. Jej oczy błyszczały. Wyglądała pięknie. Ciężko jest mi się powstrzymać, by jej nie pocałować.
-Ja? No coś ty..- skłamałem. Tak na prawdę byłem o nią cholernie zazdrosny. Nie wiem dlaczego puściłem ją samą. Przecież mogłem iść z nią zatańczyć. Jaki ja jestem głupi! A to wszystko przez chłopaków.
-Jeszcze ci się nie znudziła?- zagadnął Dawid
-Zwariowałeś? Wiesz jak ona się rusza na parkiecie?- szybko odpowiedziałem
-No ładna to ona jest- rozmarzył się
-Nie wiem co wy w niej widzicie. Zwykła rozpieszczona i wredna samolubka- skrzywił się Paweł. Nie rozumiem, czemu on jej tak nie lubi. Przecież Emilia jest ideałem. Piękna zgrabna i oczywiście mądra. Jaki ja byłem głupi, że chciałem tylko udawać chodzenie z nią. Przecież bylibyśmy wspaniałą parą.
-Macie?- spytałem a Dawid wyciągnął spod kurtki po piwie dla każdego.
-Ja na razie pasuje- odezwał się Paweł. To było zupełnie do niego nie podobne. Nigdy nie odmawiał żadnego browara.
-Ej stary co jest?- zacząłem się martwić.
-Nic. Po prostu dziś pasuje- wyjął z kieszeni papierosa i zapalił. Postanowiłem się nim nie przejmować. Usiadłem obok drugiego kumpla i razem piliśmy nasz ulubiony napój.
-Pójdę do sali. Może uda wyrwać mi się jakąś laskę- odezwał sie Pawełek, gdy skończył już palić
-Mam prośbę. Pilnuj żeby nikt się do niej nie zbliżał
-Jasne- zaśmiał się i poszedł. 

*Oczami Emilii* 




Wróciłam do sali. Nie miałam ochoty z nimi siedzieć, a szczególnie z Pawłem. Nie trawię tego gościa. Nie rozumiem jak można być takim chamskim i aroganckim. Powinien być trochę milszy, a szczególnie dla mnie. W końcu jestem dziewczyną.
Wszyscy tańczyli, tylko ci mało popularni siedzieli przy stolikach, albo podpierali ściany. Gdy didżej mnie zobaczył puścił do mnie oczko i włączył szybszą muzykę. Wskoczyłam na parkiet i zaczęłam tańczyć. Przetańczyłam chyba z trzy piosenki, gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Zaraz później dotarł do mnie zapach dymu. Odwróciłam się i zobaczyłam Pawła. Co on sobie wyobrażał?
-Zatańczymy?- spytał delikatnie się uśmiechając
-Ja mam tańczyć z tobą? Nigdy.
-Wiedziałem, że się nie zgodzisz. Nie potrafisz.
-Słucham?
-Dobrze słyszałaś. Takie mądrale, jak ty nie potrafią dobrze tańczyć- dobrze wiedziałam, że mnie podpuszcza, ale postanowiłam się zgodzić. Muszę przyznać, że nawet dobrze się ruszał. Nie spodziewałam się, że jest takim dobrym tancerzem. Myślałam, że chce się tylko powygłupiać. A on podszedł to tego poważnie. Ciekawe co mu się stało. Przecież on nigdy nie jest miły. Ciągle tylko wymyśla jak zniszczyć mi dobry humor i obrzydzić mi dzisiejszy wieczór. A może to jego kolejny chytry plan? No i po co ja się zgodziłam? Przecież mogłam sobie spokojnie usiąść przy stoliku i udać, że jestem zmęczona. Ale nie. Ja zawsze muszę się w coś wpakować. Teraz będę myśleć tylko o tym co on znowu wymyślił. Jak ja nie znoszę tego kretyna. Wygląda jakby przejechał twarzą po asfalcie. Nie mam pojęcia skąd biorą się tacy ludzie....
Jedną rękę położył na moim biodrze, a drugą mnie objął. Przyciągnął mnie mocno do siebie. Zapach jego perfum doprowadzał mnie do szaleństwa. Nie mogłam się oprzeć, by się do niego nie przytulić. Położyłam swoją głowę na jego ramieniu. Kątem oka widziałam jak się uśmiecha. Mi też zrobiło się w środku tak jakby cieplej. Czułam się na prawdę dziwnie. Wiedziałam, że nie powinnam z nim tańczyć, ale nie mogłam się też powstrzymać. Wiem, że się powtarzam, ale po prostu nie wiedziałam co mam myśleć...




Piosenka się skończyła. Staliśmy na przeciwko siebie wpatrując się w oczy. Zaczął przybliżać swoją twarz do mojej, a ja zamknęłam swoje paczadła.
-Mieszasz mnie równo z błotem, ale chcesz żebym cię pocałował- szepną mi do ucha
-Idiota z ciebie!- krzyknęłam. Najpierw sam doprowadził mnie do takiego stanu, a teraz się ze mną drażni i droczy. Mogłam się tego po nim spodziewać. Jaka ja jestem głupia!
-A co ja takiego zrobiłem?- uniósł jedną brew. Coraz bardziej mnie denerwował. Zachowywał się jak jakieś niewiniątko.
-Dobrze wiesz!- powiedziałam i zeszłam z parkietu. Jak ludzie mogą być tak fałszywi. Muszę przyznać, że tańcząc z nim poczułam się wyjątkowa. Chyba się w nim zauroczyłam. Nie mogę jednak dać po sobie tego poznać. Nie chcę nawet myśleć co by się stało, gdyby ktoś się o tym dowiedział. Nie miałabym życia. 

Poszłam do łazienki. Wyjęłam z torebki telefon i zadzwoniłam do Kacpra. Poprosiłam, by po mnie przyjechał. Nie miałam ochoty na zabawę. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i zacząć obmyślać plan zemsty na Pawle... 

_______________
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. Zaczęła się szkoła i miałam coraz mniej czasu. Teraz postaram się już regularniej dodawać.
PS Jeśli to czytasz to zostaw po sobie komentarz. One bardzo motywują i dają mi zachętę do pisania kolejnych rozdziałów. ;) 

środa, 4 września 2013

Rozdział X

Dzisiaj jest bal! Już nie mogę się doczekać. W nocy prawie nie spałam z wrażenia. Jako, że jestem przewodniczącą samorządu szkolnego dyrektor zgodził się na moją propozycję o skrócenie dzisiejszych lekcji, by móc się przygotować.
Sukienkę pomógł mi wybrać Kacper. Nie spodziewałam się, ze ma aż taki dobry gust. Muszę przyznać, że w tym ciuchu wyglądałam bajecznie i z resztą tak samo się czuję. Niestety, ale przez ostatnie dni był zajęty szukaniem domu dla siebie i mało się widywaliśmy. Tylko wieczorami pisaliśmy trochę na czacie.
Po powrocie ze szkoły pierwszą rzeczą jaką zrobiłam była kąpiel. Miałam nie wiele czasu. Bal zaczynał się za dwie godziny! Szybko zjadłam budyń czekoladowy i zaczęłam się szykować. Na twarz nałożyłam trochę podkładu i delikatnie różu na policzki. Rzęsy wytuszowałam, a oczy podkreśliłam kredką. Oczywiście nie zapomniałam też o cieniach do powiek. Na sam koniec założyłam kolczyki i pomalowałam usta czerwoną szminką.


Pomalowałam jeszcze paznokcie i założyłam moją sukienkę. Męczyłam się jeszcze by do włosów dopiąć sztuczny czarny kwiat, ale dałam sobie z tym spokój. Po pierwsze nie dałabym rady go sama przypiąć, po drugie nie pasował do sukienki, a po trzecie nie był już modny. Nie wiem, co mnie podkusiło by spróbować. Powinien już dawno leżeć w koszu. A może oddam go wraz z innymi rzeczami dla biednych? Będą się cieszyć z tego posezonowego gadżetu. Dobrze to też wpłynie na moją popularność. Wielkoduszna i troskliwa Emilia. Szkolna gazetka na pewno coś o tym napisze. W końcu połowę każdego numeru zapełniają moje piękne zdjęcia. 

Zostało mi jeszcze 15 minut, zanim przyjedzie po mnie Franek. Nie wiedziałam, co teraz mam robić. Strasznie się denerwowałam. Tak chciałam zostać królową imprezy. Co prawda byłam popularna, ale nigdy nie wiadomo na kogo można tak na prawdę liczyć. Po raz pierwszy w życiu dopadł mnie stres. Znów się zmieniłam. Nie wiem dlaczego, ale jestem taka jakaś inna. Jakby milsza. To nie dobrze. Znów muszę się stać wredną ropuchą. Nie mogę pokazać, że jestem delikatną i słabą kruszynką. Co to, to nie. Bawiłam się telefonem, gdy w końcu zadzwonił wyczekiwany dzwonek do drzwi. Gosposia otworzyła je i wtedy zobaczyłam mojego partnera na wieczór. Ubrany był w czarny garnitur. Miał na sobie czerwony krawat i bukiecik również w tym kolorze.
-Pięknie wyglądasz- powiedział, gdy nasze oczy się spotkały
-Dziękuję.Ty też niczego sobie.
-No wiesz.. Starałem się. Idziemy?
-Jasne- uśmiechnięta złapałam jego rękę.


 Po kilkunastu minutach byliśmy już przed szkołą. Jak prawdziwy dżentelmen otworzył mi drzwi i weszliśmy do środka. Sala przystrojona była w kolorowe kwiaty i serca. Wszędzie wisiały balony. Nie wiem, kto to wszystko wymyślił, ale na pewno nie był zbytnio oryginalny i pomysłowy. Ja zrobiłabym to sto razy lepiej, no ale w końcu nie mogę robić wszystkiego. Potrzebuję też trochę czasu dla siebie.
Na samym środku parkietu ' tańczyło' kilka niezbyt fajnych dziewczyn. Nie wspomnę w co były ubrane, bo chyba bym zwymiotowała. Wszystko z poprzedniego sezonu. Powinny się bardziej postarać. W końcu to najlepsza impreza w tym roku. Nie mogły sobie kupić czegoś mniej obciachowego? Jedna chyba nawet sama sobie uszyła kreację. Czasami ludzie mnie przerażają.
Przy stoliku zobaczyłam Aleksandrę i Wioletę. Porozumiałyśmy się bez słów. Podeszłam do didżeja i kazałam mu włączyć jakiś szybszy kawałek. Po chwili usłyszałam pierwsze nuty piosenki velvet 'Fix me' (
http://www.youtube.com/watch?v=gpgo2_qvoPQ )  
-To na rozgrzewkę- szybko powiedział. No ja myślałam. Nie wiem, czy ktoś puścił by tu taki staroć. No, ale muszę przyznać, że przy nim nieźle się tańczy. Wraz z przyjaciółkami zaczęłyśmy wywijać na parkiecie. Gdy piosenka się skończyła wszyscy zaczęli klaskać i krzyczeć. Natomiast my domagałyśmy się kolejnej szybkiej piosenki. Tym razem puścił coś nowszego niż tamto. Muszę przyznać, że kochałam tańczyć przy piosence Cash Cash 'I like it loud' ( 
http://www.youtube.com/watch?v=Ef2400tsx2I ). Teraz to już rozkręciłyśmy się na maksa. Chłopcy zaczęli gwizdać, a w oczach dziewczyn płonęła zazdrość. No, ale przecież nikt nie broni im dobrze tańczyć. Nic nie poradzę, że jesteśmy takie świetne. Lata praktyki. Gdy byłyśmy trochę młodsze każdą sobotę spędzałyśmy w klubie. Nie wiedziałam jakim cudem tam się dostawałyśmy, ale było fajnie, a nawet bardzo fajnie. Po tym kawałku miałyśmy całkiem dość i zeszłyśmy z parkietu. Chłopaki nie byli zadowoleni, bo zaczęli buczeć.-Dajmy im trochę ochłonąć. Zapraszam pozostałych do tańca!- wrzasnął didżej i włączył Candy Girl 'Lick it' (http://www.youtube.com/watch?v=Q66aIafD5MQ ). Nie przepadałam za to piosenką. Dobrze, że usiadłyśmy przy stoliku, aby odpocząć. Oczywiście przy nim czekał już na mnie Franek.-Jesteś niesamowita. Nie wiedziałem, że tak dobrze tańczysz. Gdzie się tego nauczyłaś?
-Było się tu, to tam. Ale ten talent jest wrodzony- posłałam mu kuszący uśmiech
-Wcześniej nie zauważałem, jaka jesteś utalentowana. No i masz piękne oczy- najzwyczajniej w świecie ze mną flirtował! Normalnie to pewnie bym się ucieszyła, ale gdy dowiedziałam się o nim pewnych rzeczy jakoś mnie tak do niego nie ciągnie. Chyba to zauroczenie już mi minęło. Gdyby nie miał tak dziwnych i głupich znajomych (mam na myśli oczywiście Pawła) to kto wie, co by było..
-A teraz specjalnie dla par wolny kawałek- usłyszałam głos odpowiedzialnego za muzykę
-Zatańczysz?- Franek wyciągnął do mnie dłoń. Kiwnęłam głową i znów udałam się na parkiet. Mocno przyciągnął mnie do siebie i zaczęliśmy bujać się w rytm piosenki Casady 'Everytime we touch' (
http://www.youtube.com/watch?v=FL0bjwez8mg ).
-Każdy chłopak zazdrości mi, że jestem z tobą- szepnął mi do ucha
-Przecież tylko udajemy
-Ja już od dawna nie udaję. Musze przyznać, że mnie oczarowałaś. Po prostu się w tobie zakochałem- nie wiedziałam co mam powiedzieć. Jeszcze nikt nie powiedział mi czegoś takiego! Zrobiło mi się tak jakoś ciepło w środku. Nawet nie zauważyłam, że piosenka sie skończyła. Delikatnie musnął moje usta. Staliśmy na samym środku sali. W ogóle nie zważaliśmy na innych, którzy bili nam brawo. Gdy w końcu się ocknęłam oderwałam się od niego i wmieszaliśmy się w tłum. Teraz dyrektor wyszedł na scenę i zaczął ogłaszać wyniki na królową balu. Zamrużyłam oczy i czekałam na werdykt.
-Spokojnie. Na pewno wygrasz- szepnął mi do ucha, a ja poczułam się tak jakoś dziwnie. Nie wierzyłam, że mogę wygrać, ale tak też się stało.   Podskoczyłam z radości i pozwoliłam by na głowę włożono mi tiarę. Zapamiętam ten wieczór do końca życia!
-Możemy wyjść na chwilę na zewnątrz- spytał się mnie Franek, gdy znów zaczęła grać muzyka.
-Jasne- kiwnęłam głową i opuściliśmy budynek. Kierowaliśmy się w stronę parkingu. Obok jego samochodu zobaczyłam Pawła i Dawida. Po co oni tu przyszli? Po co Franek mnie tu przyprowadził? Taki piękny wieczór zniszczony....                                                                                                      

środa, 14 sierpnia 2013

Rodział IX

-Nie poznajesz mnie, prawda? - powiedział po chwili
-A skąd niby miałabym cię znać?- prychnęłam. Faktycznie jego twarz wydawała mi się znajoma, ale mam kiepską pamieć. Ciągle zastanawiałam się kto to jest. Ta myśl nie mogła mi dać spokoju.
-Em, może się przejdziemy?
-Nie lubię, jak nie mówi mi się pełnym imieniem.
-Przepraszam. Kiedyś ci to nie przeszkadzało.
-Czyli musiałeś  mnie poznać bardzo dawno temu
-Oj no wcale nie, aż tak dawno. nie postarzaj nas.
-Nas? Nie wiem jak ty, ale ja mam dopiero 16 lat.
-Na prawdę? A skąd te wszystkie zmarszczki?
-Zamknij się! Powiesz mi wreszcie, jak się nazywasz?- stanął na przeciwko mnie i zatopił swój wzrok w moich tęczówkach. Powoli przybliżył swoją twarz do mojej, ale ja się odsunęłam. A on rozbawiony tą sytuacją cmoknął mnie w policzek.
-Na prawdę mnie nie poznajesz? To ja, Kacper.
-Moment, moment.. To z tobą bawiłam się, gdy byłam mała?
-Wyprowadziłaś się bez pożegnania, gdy miałaś 6 lat. nie ładnie nie ładnie.
-Ale od tej pory minęło 10 lat..
-Ja nigdy o tobie nie zapomniałem- wtuliłam się w niego, a on podniósł mnie i zakręcił mną.Po chwili postawił mnie na ziemi i nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku. 



Po chwili oderwałam się od niego i spuściłam głowę w dół. Kiedyś, a dokładniej 10 lat temu byliśmy przyjaciółmi. Nie powinniśmy się całować. Przecież ja o nim nic nie wiem. Zachowuję się jak, jakaś pierwsza lepsza. Ja taka nie jestem.
-Przepraszam.. Nie powinienem- zaczął się jąkać
-Zapomnijmy o tym- posłałam mu ciepły uśmiech znaczący ' mi też jest głupio'.
-Jak mnie znalazłeś? Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś, że to ty? Czemu dopiero teraz się odezwałeś? Co cię do tego skłoniło? - zaczęłam zasypywać go mnóstwem pytań. Kacper przyłożył palec do moich usta, na znak, żeby się już zamknęła. Zrobiłam obrażoną minkę i założyłam ręce, na co on oczywiście wybuchną śmiechem. W środku czułam takie jakieś dziwne ciepło. Dawno się tak nie czułam. Wcześniej wydawało mi się, że brakuje jakiejś mojej cząstki. Chyba dopiero teraz ja odnalazłam, a raczej to ona odszukała mnie.
-No więc.. od czego by tu zacząć?
-Najlepiej od dnia mojej przeprowadzki..
-No cóż.. Muszę przyznać, że tego dnia płakałem
-Płakałeś?- wytrzeszczyłam oczy
-Wyjechałaś sobie tak po prostu, bez żadnego pożegnania..
-Przepraszam. Ja nie chciałam jechać..
-Wiem. To nie twoja wina. No więc tego dnia było mi strasznie smutno, że straciłem przyjaciółkę. Ciągle o tobie myślałem i chodziłem do naszego domku na drzewie.
-Dalej tam jest?- uradowana podniosłam kąciki ust. To miejsce zapamiętałam najbardziej. Spędzaliśmy tam każda wolną chwilę. To był taki nasz azyl. Zbudował nam go ojciec Kacpra i tylko my o tym wiedzieliśmy. Wtedy czułam się jak normalna dziewczyna. Oddałabym wszystko, żeby móc jeszcze się tam choć na chwilę znaleźć i powspominać.
-Nie wiem. Ojciec dostał lepszą propozycję pracy i w wieku 11 lat przenieśliśmy się do Wielkiej Brytanii. nie dawno wróciłem. Obiecałem sobie, że zaraz po powrocie zajmę się poszukiwaniem mojej najlepszej przyjaciółki. Tak też zrobiłem.
-I udało ci się ją znaleźć?- zażartowała,
-No właśnie nie i przyszedłem prosić cię o pomoc- zrobiłam urażoną i smutną minkę, po czym odwróciłam się do niego plecami. Objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. Jednak czułam, że robimy coś złego więc natychmiast się od niego odsunęłam. Usiedliśmy na ławce.
-A teraz opowiadaj, co tam u ciebie..
-U mnie nic ciekawego. Rodzice ciągle pracują, a ja ciągle chodzę na zakupy, przyjęcia, bale, bankiety- zaczęłam wymieniać śmiesznie kołysząc głową.
-Czyli mam rozumieć, że prowadzisz życie prawdziwej księżniczki.
-Oczywiście. Właśnie miałeś zaszczyt poznać piękną barbie.
-Nie przesadzaj. Plastikiem to ty nie jesteś.
-Mam taką nadzieję- zaśmialiśmy się.
-Gdzie teraz mieszkasz?- spytałam
-Aktualnie w hotelu. Szukam jakiegoś domu, w którym mógłbym zamieszkać razem z kumplem.
-A twoi rodzice nie mają nic przeciwko?
-Oni zostali w Anglii. Z reszta sami mi to zaproponowali.
-Ale przecież ty jesteś niepełnoletni ...
-Zapomniałaś, że za kilka tygodni mam 18 urodziny? Proszę, proszę.. nie widzieliśmy się zaledwie 10 lat , a ty już zapomniałaś datę mych urodzin.
-Oj przepraszam..- pocałowałam go w policzek.
-Robi się już późno. Lepiej odprowadzę cię do domu.
-Okej- ruszyliśmy w stronę mojej wilii. Przez całą drogę śmialiśmy się i wygłupialiśmy.
-Może zostaniesz u mnie na noc?
-To chyba nie jest dobry pomysł.
-No może masz rację. Spotkamy się jutro?
-Zadzwonię moja królewno- pocałował mnie w czoło, a ja pobiegłam do środka. Od razu skierowałam się do mojego pokoju. Choć było już bardzo późno rodzice chyba jeszcze nie wrócili. Chociaż to. Przynajmniej nie będą mi truć i robić kazań, jak a to ja powinnam być idealnie grzeczna. 

Założyłam białą luźną koszulę i położyłam się na moim bardzo, ale to bardzo miękkim i wygodnym łóżku. Leżałam i rozmyślałam chwilę o dzieciństwie i oczywiście o moim najlepszym przyjacielu. Minęło tylko czasu, a my rozmawialiśmy dzisiaj jakby nic się nie zmieniło. Jakby czas stanął w miejscu. W jego towarzystwie zapominam, o tym że jestem, a raczej moi rodzice są bogaci. Dobrze się z nim bawię. Musimy odnowić swoje kontakty. Teraz potrzebuję prawdziwego przyjaciela... 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział VIII

Chłopcy grali w koszykówkę, a ja siedziałam na ławce i bacznie się im przyglądałam. Kompletnie nie umieli grać. Wcale sobie nie podawali i dziwili się, że przegrywają. Czy tylko ja w tym gronie używam mózgu? Zmęczeni usiedli obok mnie.
-Może zagrasz z nami? - odezwał się Dawid
-Wybacz, ale kompletnie nie umiecie grać i tylko bym się męczyła.
-A ty taka specjalistka? Mogę się założyć, że nie złapałabyś nawet piłki- prysnął Paweł
-Przez 5 lat chodziłam na balet, od 7 lat należę do drużyny w siatkówkę. Raz w tygodniu chodzę na siłownię i gimnastykę, a ty sugerujesz że nie umiem złapać piłki?
-Tak. Właśnie tak sądzę.
-Więc zagrajmy. Jak przegrasz to musisz mnie przeprosić.
-Zgoda, a jak ty przegrasz dasz się pocałować.
-Umowa stoi- uścisnęliśmy sobie ręce i weszliśmy na boisko. Na początku trochę przegrywałam, ale później on nie miał już siły i łatwo było z nim wygrać. Dumna podeszłam do reszty znajomych. Trochę dziwnie się czułam, że jestem tu jedyną dziewczyną, no ale cóż.
-No to słucham twoich przeprosin.
-Nie mam zamiaru cię przepraszać.
-Stary obiecałeś, a po za tym należy jej się to- bronił mnie Dawid
-Sory..- wydukał po cichutku
-Czego ja się mogłam spodziewać, przecież nie stać cię na coś więcej- prychnęłam i usiadłam na przeciwko niego. Siedzieliśmy w ciszy i zabijaliśmy się spojrzeniami, gdy Dawid i Franek zaciekle o czymś rozmawiali.
-Nie patrz się tak, bo ci oczy w ciążę zajdą- w końcu się odezwał
-Jak na ciebie patrzę mam ochotę wysłać sms o treści POMOC
-Czy wy nie potraficie normalnie się do siebie odzywać?- spytał Franek
-Ja nic nie poradzę na to, że ona jest taka tępa.
-Twoja matka musiała chyba najeść się dużo śniegu, żeby urodzić takiego bałwana.
-Przestańcie już sobie tak docinać. Seks na zgodę? - zażartował Dawid. Przynajmniej mam taką nadzieję, że żartował.
-Ja tam bardzo chętnie
-Nie przeżywaj tak bo majtek nie dopierzesz
-Paweł nie zapominaj, że to moja dziewczyna- w końcu odezwał się Franek. Wcześniej nie mógł? A no tak, był zajęty śmianiem się z nas.Pocałowałam go w policzek i usiadłam mu na kolanach.
-Co się tak gapisz jak dupa  na sedes? - skierowałam słowa na Pawła, który nie spuszczał ze mnie wzorku. Pomruczał coś cicho pod nosem i więcej się nie odezwał. Spojrzałam na komórkę. Już 21.30.
-Franek odwieziesz mnie do domu?- spytałam lekko zdenerwowana
-Coś się stało?- spytał poważnie
-Pewnie mamusia martwi się o córeczkę- Paweł myślał, że mi tym dogryzie. Mylił się.
-Rodzice jeszcze w pracy, a ja jestem z kimś umówiona i muszę wracać.
-Mam być zazdrosny?- spytał Franek
-Oczywiście, że nie głuptasie- pocałowałam go w policzek i pociągnęłam za rękę i w kierunku samochodu. Pomachaliśmy znajomym i odjechaliśmy.
-Z kim jesteś umówiona?
-Z kolegą.
-Emilia.. Pamiętasz, że do balu nie możemy spotykać się z nikim innym.
-Spokojnie. Nikt mnie nie zobaczy.
-Ale wiesz, mi nawet nie o to chodzi. Po prostu spodobałaś mi się i...
-Nie. Franek to nie ma sensu. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Zgodziłam się udawać twoją dziewczynę i niech tak zostanie.
-Skoro tak chcesz.
-Tak będzie lepiej. Dzięki, że mnie odwiozłeś. - dałam mu buziaka w policzek i pobiegłam do domu. 


Od razu skierowałam się do swojego pokoju, a potem do łazienki. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Przebrałam się i rozczesałam włosy. Zajęło mi to chwilę, bo były okropnie pokręcone. Było już po 22. Bezszelestnie wyszłam z domu i poszłam do parku. Zobaczyłam bruneta z kręconymi włosami odwróconego do mnie tyłem. Na mojej twarzy pojawił się maleńki uśmiech. Podeszłam do niego i dotknęłam jego ramię. Natychmiast się odwrócił. Ujrzałam piękne zielone oczy. Skądś je znałam, tylko nie mogłam przypomnieć sobie skąd.
-Już myślałem, że nie przyjdziesz- usłyszałam jego melodyjny głos. Ubrany był w czarne spodnie, koszulę w kratkę i skórzaną kurtkę. Był nawet bardzo przystojny. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Po prostu mnie zatkało... 

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział VII

Dziś miałam szczególnie dobry humor. Pewnie dlatego, że jest nareszcie sobota. Miałam cały dzień tylko dla siebie. Założyłam luźne ubrania, a do uszu włożyłam słuchawki. Po chwili usłyszałam pierwsze nuty mojej ulubionej piosenki. Zbiegłam na parter po schodach.
-Witaj córuś.- usłyszałam głos ojca
-A wy nie w pracy?- zapytałam z uśmiechem. Miałam nadzieję, że rodzice mają dziś wolne i spędzimy ten dzień tak jak kiedyś. Gdy byłam mała w każdą sobotę zabierali mnie do wesołego miasteczka, cyrku, albo na zakupy.
-Właśnie jedziemy. Podwieźć cię gdzieś?
-Nie. Zostanę w domu. - pobiegłam do kuchni. Zjadłam tam małe śniadanie, czyli jogurt truskawkowy z płatkami i rozłożyłam się w salonie na kanapie. 

W telewizji nie było nic ciekawego. Postanowiłam więc zacząć pisać wypracowanie do szkoły. Siedziałam tak ponad dwie godziny, gdy pisanie przerwał mi dzwonek do drzwi.
-Panienko Emilio! Przesyłka dla pani.- usłyszałam wesoły głos gosposi. Jakoś wygramoliłam się z pod notatek i podeszłam do niej. Na stoliku leżał wielki pluszowy miś. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Był taki słodki. Do ucha miał przyczepiony liścik. 'Taj jak zawsze. O 16.30. Będę czekał.' Zaniosłam tego pluszaka do pokoju i włączyłam laptopa. Była dopiero 15, więc miałam jeszcze dużo czasu. Umyłam i wysuszyłam włosy, po czym zaczęłam malować paznokcie. Wtedy zadzwonił mój telefon. To był Franek. Po krótkim zastanowieniu się odebrałam.
-Cześć
-Coś się stało, że dzwonisz?
-Mamy zamiar z chłopakami wyjść wieczorem na boisko pograć w kosza. Może pójdziesz z nami?
-Sam na to wpadłeś?
-Nie. Dawid prosił, żebym cię zaprosił.
-Zastanowię się.
-Przyjadę po ciebie o 18.
-Zgoda.- rozłączyłam się i spojrzałam na zegarek. 16.20. Usiadłam przed laptopem i bezmyślnie wpatrywałam się w ekran. Po pięciu minutach napisał.
*nieznajomy
Dobrze się wczoraj bawiłaś?
*ja 
Co takiego?
*nieznajomy
Pytam o bankiet.
*ja 
Skąd wiesz, że tam byłam?
*nieznajomy
Moja matka cię widziała.
*ja
Ty też tam byłeś?
*nieznajomy
Ja nie lubię takich imprez
*ja
szkoda :(
*nieznajomy
Zastanowiłaś się już nad naszym spotkaniem?
*ja
dzisiaj o 22 w parku?
*nieznajomy
Możesz tak późno wychodzić z domu.
*ja
Nie interesuj się.
*nieznajomy
Nie boisz się, że nas zobaczą ? W końcu nie było jeszcze balu.
*ja
O tej godzinie nie będzie tam nikogo znajomego. To do wieczora.
Szybko wyłączyłam komputer. Było już po 17. 

Założyłam na siebie czarne rurki, białą bluzkę i szary sweterek. Zamiast okularów założyłam szkła kontaktowe i zrobiłam makijaż. Włosy związałam w warkocza i już byłam gotowa. Usłyszałam jakiś samochód. Od razu pomyślałam, że to Franek. Zbiegłam po schodach i powiadomiłam gosposię, że nie wiem kiedy wrócę. Uśmiechnęła się tylko i wyszłam. Na podjeździe czekali na mnie chłopcy, a dokładniej Franek, Dawid i Paweł. Ten ostatni posłał mi dziwne spojrzenie, ale to zignorowałam. Podeszłam do mojego udawanego chłopaka i pocałowałam go w policzek. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. 
___________
Trochę mi tak smutno, jak jest mało komentarzy ;(
Kolejny rozdział dodam, jak będą dwa komentarze ;) 
Im więcej komentarzy tym dłuższa część :P 

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział VI


Nie wiem jak mu się to udało, ale Paweł sprowadził rozmowę na mój temat. Zdziwiłam się. Co ja go tak interesuję? Więcej mnie nie zobaczy, więc czemu się tak zachowuje.
-Czemu ona taka cicha?- wskazał na mnie.
-Ona ma imię.- odgryzłam się
-Skarbie nie denerwuj się tak, bo złość piękności szkodzi.- kontynuował
-Skarbie, to możesz mówić do swojej mamusi.
-A może dasz się zaprosić na małe piwko?
-Jesteś zabawny, jak mój dziadek po drugiej wojnie światowej. - nie mam pojęcia skąd brałam te teksty, ale muszę przyznać, że byłam usatysfakcjonowana.
-No ale musisz przyznać, że pociągający to ja jestem.- znów zaczął Paweł
-Masz rację. Jak spłuczka do kibla.- wszyscy ryknęli śmiechem a ja mocniej wtuliłam się do Franka. Na twarzy Pawła można było zauważyć duży rumieniec. Mam nadzieję, że da już sobie spokój i więcej się do mnie nie odezwie. Nagle usłyszałam znajomą melodyjkę. Zadzwonił mój telefon. Położyłam palec na ustach, by uciszyć chłopców i odebrałam.
-Cześć mami! - powiedziałam
-Emilia! Gdzie ty jesteś? Bankiet już dawno się skończył.
-Właśnie jesteśmy w samochodzie. Za chwilę będę. Kocham cie. Pa.- rozłączyłam się, po czym odetchnęłam z ulgą. chłopcy wybuchnęli śmiechem.
-Z czego tak japy cieszycie?- spytałam zdziwiona.
-Mamusia martwi się o córeczkę? - zaczepił mnie nie kto inny jak Paweł
-A twój ojciec jest może kucharzem?
-Nie. Czemu pytasz?
-Bo masz twarz jak naleśnik.- chłopcy znów zaczęli się śmiać, oczywiście z wyjątkiem Pawła. On stanął naprzeciwko mnie i wpatrywał mi się w oczy.
-Kurwa!- krzyknął
-Oj wiemy. Nie chwal się.- mocno złapał mnie za nadgarstek. Na szczęście, oczywiście bardzo delikatnie go kopnęłam i natychmiast mnie puścił. Zaczął jakoś dziwnie wymachiwać rękami.
-Ćwiczysz karate, czy łapiesz muchy?- spytałam z trudem powstrzymując śmiech. 

-No koniec tego dzieciaki.- wreszcie odezwał się Franek.
-Muszę ją odstawić bezpiecznie do domu, bo jak nie to jej ojciec łeb mi urwie.- pożegnaliśmy się i odjechaliśmy.
-Nieźle mu pojechałaś.- zaczął rozmowę.
-Mówiłam tylko to co myślę.
-Nie znałem cię od tej strony.
-Ja też sie od tej strony nie znałam.- zapanowała cisza. Dopiero, gdy byliśmy na podjeździe znów odezwał się Franek.
-Dziękuję, że udawałaś moją dziewczynę,
-Nie ma za co. Dobrze sie bawiłam- skłamałam. Wtedy Franek delikatnie musnął moje usta. Bez słowa wysiadłam z auta i weszłam do domu. Szybko się przebrałam i położyłam się w salonie na kanapie. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać.
-Emilia!
-Tu jestem mamo!
-O której godzinie ty wracasz do domu?!- krzyknęła
-Przepraszam. Byłam z Frankiem.
-Masz szlaban na laptopa na miesiąc.- dodała. Obok niej pojawił się tatuś.
-Co? Ale dlaczego? Wróciłam zalewie godzinę później. Mogę zatrzymać komputer? - zrobiłam niewinną i smutną minkę. 

-No pewnie. W końcu nic złego nie zrobiłaś. Ale kładź już się spać, bo jest późno.
-Dobranoc tatku.- powiedziałam, po czym pocałowałam go w policzek. Posłałam jeszcze zwycięskie spojrzenie mamie i pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic i położyłam się spać. Dzisiaj był jakiś dziwny dzień, Mam nadzieję, że jutrzejszy będzie o wiele normalniejszy...
___________
Muszę przyznać, że jest mi trochę smutno. To już 6 rozdział, a nie było jeszcze żadnego komentarza. Mam wrażenie, że piszę to wszystko tylko dla siebie ;(
Postanowiłam, że kolejny rozdział dodam, jak będą minimum dwa komentarze ;)