.

.

środa, 30 października 2013

WAŻNE!!

Hej!
Chciałam wam przekazać, że z przyczyn osobistych muszę na jakiś czas zawiesić bloga.
I tak nie dodawałam tu zbyt często nowych rozdziałów, bo po prostu nie miałam pomysłów. No to chyba tyle. Wiem, że niektórzy z was będą zawiedzeni, ale jak na razie nie mogę kontynuować prowadzenia bloga. Wybaczcie.

wtorek, 17 września 2013

Rozdział XI

-No nareszcie jesteście- odezwał się Dawid
-Możesz powiedzieć po jakiego mnie tu przyprowadziłeś?- spokojnie spytałam sie Franka
-A co? Nie odpowiada ci nasze towarzystwo?-wtrącił się Paweł
-Dowiedziałeś się już, który listonosz jest twoim ojcem?- odgryzłam się
-Jak ona się nie zamknie, to ja ją zamknę- zwrócił się do Franka
-Nie zapominaj, że jest moją dziewczyną- pogroził mu i objął mnie ramieniem
-Mogę już wracać do środka?-spytałam
-Nie zostaniesz z nami?
-Nie mam ochoty.
-No ja chcesz. Za chwilę tam przyjdę
-Nie musisz. Mam z kim tańczyć
-Ej.. Może trochę zluzuj, co?
-Zazdrosny?- cwaniacko się uśmiechnęłam
-Ja? No coś ty- zaśmiałam się powoli odeszłam w stronę sali. 






*Oczami Franka*

-Zazdrosny?- spytała cudownie się uśmiechając. Jej oczy błyszczały. Wyglądała pięknie. Ciężko jest mi się powstrzymać, by jej nie pocałować.
-Ja? No coś ty..- skłamałem. Tak na prawdę byłem o nią cholernie zazdrosny. Nie wiem dlaczego puściłem ją samą. Przecież mogłem iść z nią zatańczyć. Jaki ja jestem głupi! A to wszystko przez chłopaków.
-Jeszcze ci się nie znudziła?- zagadnął Dawid
-Zwariowałeś? Wiesz jak ona się rusza na parkiecie?- szybko odpowiedziałem
-No ładna to ona jest- rozmarzył się
-Nie wiem co wy w niej widzicie. Zwykła rozpieszczona i wredna samolubka- skrzywił się Paweł. Nie rozumiem, czemu on jej tak nie lubi. Przecież Emilia jest ideałem. Piękna zgrabna i oczywiście mądra. Jaki ja byłem głupi, że chciałem tylko udawać chodzenie z nią. Przecież bylibyśmy wspaniałą parą.
-Macie?- spytałem a Dawid wyciągnął spod kurtki po piwie dla każdego.
-Ja na razie pasuje- odezwał się Paweł. To było zupełnie do niego nie podobne. Nigdy nie odmawiał żadnego browara.
-Ej stary co jest?- zacząłem się martwić.
-Nic. Po prostu dziś pasuje- wyjął z kieszeni papierosa i zapalił. Postanowiłem się nim nie przejmować. Usiadłem obok drugiego kumpla i razem piliśmy nasz ulubiony napój.
-Pójdę do sali. Może uda wyrwać mi się jakąś laskę- odezwał sie Pawełek, gdy skończył już palić
-Mam prośbę. Pilnuj żeby nikt się do niej nie zbliżał
-Jasne- zaśmiał się i poszedł. 

*Oczami Emilii* 




Wróciłam do sali. Nie miałam ochoty z nimi siedzieć, a szczególnie z Pawłem. Nie trawię tego gościa. Nie rozumiem jak można być takim chamskim i aroganckim. Powinien być trochę milszy, a szczególnie dla mnie. W końcu jestem dziewczyną.
Wszyscy tańczyli, tylko ci mało popularni siedzieli przy stolikach, albo podpierali ściany. Gdy didżej mnie zobaczył puścił do mnie oczko i włączył szybszą muzykę. Wskoczyłam na parkiet i zaczęłam tańczyć. Przetańczyłam chyba z trzy piosenki, gdy nagle poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Zaraz później dotarł do mnie zapach dymu. Odwróciłam się i zobaczyłam Pawła. Co on sobie wyobrażał?
-Zatańczymy?- spytał delikatnie się uśmiechając
-Ja mam tańczyć z tobą? Nigdy.
-Wiedziałem, że się nie zgodzisz. Nie potrafisz.
-Słucham?
-Dobrze słyszałaś. Takie mądrale, jak ty nie potrafią dobrze tańczyć- dobrze wiedziałam, że mnie podpuszcza, ale postanowiłam się zgodzić. Muszę przyznać, że nawet dobrze się ruszał. Nie spodziewałam się, że jest takim dobrym tancerzem. Myślałam, że chce się tylko powygłupiać. A on podszedł to tego poważnie. Ciekawe co mu się stało. Przecież on nigdy nie jest miły. Ciągle tylko wymyśla jak zniszczyć mi dobry humor i obrzydzić mi dzisiejszy wieczór. A może to jego kolejny chytry plan? No i po co ja się zgodziłam? Przecież mogłam sobie spokojnie usiąść przy stoliku i udać, że jestem zmęczona. Ale nie. Ja zawsze muszę się w coś wpakować. Teraz będę myśleć tylko o tym co on znowu wymyślił. Jak ja nie znoszę tego kretyna. Wygląda jakby przejechał twarzą po asfalcie. Nie mam pojęcia skąd biorą się tacy ludzie....
Jedną rękę położył na moim biodrze, a drugą mnie objął. Przyciągnął mnie mocno do siebie. Zapach jego perfum doprowadzał mnie do szaleństwa. Nie mogłam się oprzeć, by się do niego nie przytulić. Położyłam swoją głowę na jego ramieniu. Kątem oka widziałam jak się uśmiecha. Mi też zrobiło się w środku tak jakby cieplej. Czułam się na prawdę dziwnie. Wiedziałam, że nie powinnam z nim tańczyć, ale nie mogłam się też powstrzymać. Wiem, że się powtarzam, ale po prostu nie wiedziałam co mam myśleć...




Piosenka się skończyła. Staliśmy na przeciwko siebie wpatrując się w oczy. Zaczął przybliżać swoją twarz do mojej, a ja zamknęłam swoje paczadła.
-Mieszasz mnie równo z błotem, ale chcesz żebym cię pocałował- szepną mi do ucha
-Idiota z ciebie!- krzyknęłam. Najpierw sam doprowadził mnie do takiego stanu, a teraz się ze mną drażni i droczy. Mogłam się tego po nim spodziewać. Jaka ja jestem głupia!
-A co ja takiego zrobiłem?- uniósł jedną brew. Coraz bardziej mnie denerwował. Zachowywał się jak jakieś niewiniątko.
-Dobrze wiesz!- powiedziałam i zeszłam z parkietu. Jak ludzie mogą być tak fałszywi. Muszę przyznać, że tańcząc z nim poczułam się wyjątkowa. Chyba się w nim zauroczyłam. Nie mogę jednak dać po sobie tego poznać. Nie chcę nawet myśleć co by się stało, gdyby ktoś się o tym dowiedział. Nie miałabym życia. 

Poszłam do łazienki. Wyjęłam z torebki telefon i zadzwoniłam do Kacpra. Poprosiłam, by po mnie przyjechał. Nie miałam ochoty na zabawę. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i zacząć obmyślać plan zemsty na Pawle... 

_______________
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam. Zaczęła się szkoła i miałam coraz mniej czasu. Teraz postaram się już regularniej dodawać.
PS Jeśli to czytasz to zostaw po sobie komentarz. One bardzo motywują i dają mi zachętę do pisania kolejnych rozdziałów. ;) 

środa, 4 września 2013

Rozdział X

Dzisiaj jest bal! Już nie mogę się doczekać. W nocy prawie nie spałam z wrażenia. Jako, że jestem przewodniczącą samorządu szkolnego dyrektor zgodził się na moją propozycję o skrócenie dzisiejszych lekcji, by móc się przygotować.
Sukienkę pomógł mi wybrać Kacper. Nie spodziewałam się, ze ma aż taki dobry gust. Muszę przyznać, że w tym ciuchu wyglądałam bajecznie i z resztą tak samo się czuję. Niestety, ale przez ostatnie dni był zajęty szukaniem domu dla siebie i mało się widywaliśmy. Tylko wieczorami pisaliśmy trochę na czacie.
Po powrocie ze szkoły pierwszą rzeczą jaką zrobiłam była kąpiel. Miałam nie wiele czasu. Bal zaczynał się za dwie godziny! Szybko zjadłam budyń czekoladowy i zaczęłam się szykować. Na twarz nałożyłam trochę podkładu i delikatnie różu na policzki. Rzęsy wytuszowałam, a oczy podkreśliłam kredką. Oczywiście nie zapomniałam też o cieniach do powiek. Na sam koniec założyłam kolczyki i pomalowałam usta czerwoną szminką.


Pomalowałam jeszcze paznokcie i założyłam moją sukienkę. Męczyłam się jeszcze by do włosów dopiąć sztuczny czarny kwiat, ale dałam sobie z tym spokój. Po pierwsze nie dałabym rady go sama przypiąć, po drugie nie pasował do sukienki, a po trzecie nie był już modny. Nie wiem, co mnie podkusiło by spróbować. Powinien już dawno leżeć w koszu. A może oddam go wraz z innymi rzeczami dla biednych? Będą się cieszyć z tego posezonowego gadżetu. Dobrze to też wpłynie na moją popularność. Wielkoduszna i troskliwa Emilia. Szkolna gazetka na pewno coś o tym napisze. W końcu połowę każdego numeru zapełniają moje piękne zdjęcia. 

Zostało mi jeszcze 15 minut, zanim przyjedzie po mnie Franek. Nie wiedziałam, co teraz mam robić. Strasznie się denerwowałam. Tak chciałam zostać królową imprezy. Co prawda byłam popularna, ale nigdy nie wiadomo na kogo można tak na prawdę liczyć. Po raz pierwszy w życiu dopadł mnie stres. Znów się zmieniłam. Nie wiem dlaczego, ale jestem taka jakaś inna. Jakby milsza. To nie dobrze. Znów muszę się stać wredną ropuchą. Nie mogę pokazać, że jestem delikatną i słabą kruszynką. Co to, to nie. Bawiłam się telefonem, gdy w końcu zadzwonił wyczekiwany dzwonek do drzwi. Gosposia otworzyła je i wtedy zobaczyłam mojego partnera na wieczór. Ubrany był w czarny garnitur. Miał na sobie czerwony krawat i bukiecik również w tym kolorze.
-Pięknie wyglądasz- powiedział, gdy nasze oczy się spotkały
-Dziękuję.Ty też niczego sobie.
-No wiesz.. Starałem się. Idziemy?
-Jasne- uśmiechnięta złapałam jego rękę.


 Po kilkunastu minutach byliśmy już przed szkołą. Jak prawdziwy dżentelmen otworzył mi drzwi i weszliśmy do środka. Sala przystrojona była w kolorowe kwiaty i serca. Wszędzie wisiały balony. Nie wiem, kto to wszystko wymyślił, ale na pewno nie był zbytnio oryginalny i pomysłowy. Ja zrobiłabym to sto razy lepiej, no ale w końcu nie mogę robić wszystkiego. Potrzebuję też trochę czasu dla siebie.
Na samym środku parkietu ' tańczyło' kilka niezbyt fajnych dziewczyn. Nie wspomnę w co były ubrane, bo chyba bym zwymiotowała. Wszystko z poprzedniego sezonu. Powinny się bardziej postarać. W końcu to najlepsza impreza w tym roku. Nie mogły sobie kupić czegoś mniej obciachowego? Jedna chyba nawet sama sobie uszyła kreację. Czasami ludzie mnie przerażają.
Przy stoliku zobaczyłam Aleksandrę i Wioletę. Porozumiałyśmy się bez słów. Podeszłam do didżeja i kazałam mu włączyć jakiś szybszy kawałek. Po chwili usłyszałam pierwsze nuty piosenki velvet 'Fix me' (
http://www.youtube.com/watch?v=gpgo2_qvoPQ )  
-To na rozgrzewkę- szybko powiedział. No ja myślałam. Nie wiem, czy ktoś puścił by tu taki staroć. No, ale muszę przyznać, że przy nim nieźle się tańczy. Wraz z przyjaciółkami zaczęłyśmy wywijać na parkiecie. Gdy piosenka się skończyła wszyscy zaczęli klaskać i krzyczeć. Natomiast my domagałyśmy się kolejnej szybkiej piosenki. Tym razem puścił coś nowszego niż tamto. Muszę przyznać, że kochałam tańczyć przy piosence Cash Cash 'I like it loud' ( 
http://www.youtube.com/watch?v=Ef2400tsx2I ). Teraz to już rozkręciłyśmy się na maksa. Chłopcy zaczęli gwizdać, a w oczach dziewczyn płonęła zazdrość. No, ale przecież nikt nie broni im dobrze tańczyć. Nic nie poradzę, że jesteśmy takie świetne. Lata praktyki. Gdy byłyśmy trochę młodsze każdą sobotę spędzałyśmy w klubie. Nie wiedziałam jakim cudem tam się dostawałyśmy, ale było fajnie, a nawet bardzo fajnie. Po tym kawałku miałyśmy całkiem dość i zeszłyśmy z parkietu. Chłopaki nie byli zadowoleni, bo zaczęli buczeć.-Dajmy im trochę ochłonąć. Zapraszam pozostałych do tańca!- wrzasnął didżej i włączył Candy Girl 'Lick it' (http://www.youtube.com/watch?v=Q66aIafD5MQ ). Nie przepadałam za to piosenką. Dobrze, że usiadłyśmy przy stoliku, aby odpocząć. Oczywiście przy nim czekał już na mnie Franek.-Jesteś niesamowita. Nie wiedziałem, że tak dobrze tańczysz. Gdzie się tego nauczyłaś?
-Było się tu, to tam. Ale ten talent jest wrodzony- posłałam mu kuszący uśmiech
-Wcześniej nie zauważałem, jaka jesteś utalentowana. No i masz piękne oczy- najzwyczajniej w świecie ze mną flirtował! Normalnie to pewnie bym się ucieszyła, ale gdy dowiedziałam się o nim pewnych rzeczy jakoś mnie tak do niego nie ciągnie. Chyba to zauroczenie już mi minęło. Gdyby nie miał tak dziwnych i głupich znajomych (mam na myśli oczywiście Pawła) to kto wie, co by było..
-A teraz specjalnie dla par wolny kawałek- usłyszałam głos odpowiedzialnego za muzykę
-Zatańczysz?- Franek wyciągnął do mnie dłoń. Kiwnęłam głową i znów udałam się na parkiet. Mocno przyciągnął mnie do siebie i zaczęliśmy bujać się w rytm piosenki Casady 'Everytime we touch' (
http://www.youtube.com/watch?v=FL0bjwez8mg ).
-Każdy chłopak zazdrości mi, że jestem z tobą- szepnął mi do ucha
-Przecież tylko udajemy
-Ja już od dawna nie udaję. Musze przyznać, że mnie oczarowałaś. Po prostu się w tobie zakochałem- nie wiedziałam co mam powiedzieć. Jeszcze nikt nie powiedział mi czegoś takiego! Zrobiło mi się tak jakoś ciepło w środku. Nawet nie zauważyłam, że piosenka sie skończyła. Delikatnie musnął moje usta. Staliśmy na samym środku sali. W ogóle nie zważaliśmy na innych, którzy bili nam brawo. Gdy w końcu się ocknęłam oderwałam się od niego i wmieszaliśmy się w tłum. Teraz dyrektor wyszedł na scenę i zaczął ogłaszać wyniki na królową balu. Zamrużyłam oczy i czekałam na werdykt.
-Spokojnie. Na pewno wygrasz- szepnął mi do ucha, a ja poczułam się tak jakoś dziwnie. Nie wierzyłam, że mogę wygrać, ale tak też się stało.   Podskoczyłam z radości i pozwoliłam by na głowę włożono mi tiarę. Zapamiętam ten wieczór do końca życia!
-Możemy wyjść na chwilę na zewnątrz- spytał się mnie Franek, gdy znów zaczęła grać muzyka.
-Jasne- kiwnęłam głową i opuściliśmy budynek. Kierowaliśmy się w stronę parkingu. Obok jego samochodu zobaczyłam Pawła i Dawida. Po co oni tu przyszli? Po co Franek mnie tu przyprowadził? Taki piękny wieczór zniszczony....                                                                                                      

środa, 14 sierpnia 2013

Rodział IX

-Nie poznajesz mnie, prawda? - powiedział po chwili
-A skąd niby miałabym cię znać?- prychnęłam. Faktycznie jego twarz wydawała mi się znajoma, ale mam kiepską pamieć. Ciągle zastanawiałam się kto to jest. Ta myśl nie mogła mi dać spokoju.
-Em, może się przejdziemy?
-Nie lubię, jak nie mówi mi się pełnym imieniem.
-Przepraszam. Kiedyś ci to nie przeszkadzało.
-Czyli musiałeś  mnie poznać bardzo dawno temu
-Oj no wcale nie, aż tak dawno. nie postarzaj nas.
-Nas? Nie wiem jak ty, ale ja mam dopiero 16 lat.
-Na prawdę? A skąd te wszystkie zmarszczki?
-Zamknij się! Powiesz mi wreszcie, jak się nazywasz?- stanął na przeciwko mnie i zatopił swój wzrok w moich tęczówkach. Powoli przybliżył swoją twarz do mojej, ale ja się odsunęłam. A on rozbawiony tą sytuacją cmoknął mnie w policzek.
-Na prawdę mnie nie poznajesz? To ja, Kacper.
-Moment, moment.. To z tobą bawiłam się, gdy byłam mała?
-Wyprowadziłaś się bez pożegnania, gdy miałaś 6 lat. nie ładnie nie ładnie.
-Ale od tej pory minęło 10 lat..
-Ja nigdy o tobie nie zapomniałem- wtuliłam się w niego, a on podniósł mnie i zakręcił mną.Po chwili postawił mnie na ziemi i nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku. 



Po chwili oderwałam się od niego i spuściłam głowę w dół. Kiedyś, a dokładniej 10 lat temu byliśmy przyjaciółmi. Nie powinniśmy się całować. Przecież ja o nim nic nie wiem. Zachowuję się jak, jakaś pierwsza lepsza. Ja taka nie jestem.
-Przepraszam.. Nie powinienem- zaczął się jąkać
-Zapomnijmy o tym- posłałam mu ciepły uśmiech znaczący ' mi też jest głupio'.
-Jak mnie znalazłeś? Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś, że to ty? Czemu dopiero teraz się odezwałeś? Co cię do tego skłoniło? - zaczęłam zasypywać go mnóstwem pytań. Kacper przyłożył palec do moich usta, na znak, żeby się już zamknęła. Zrobiłam obrażoną minkę i założyłam ręce, na co on oczywiście wybuchną śmiechem. W środku czułam takie jakieś dziwne ciepło. Dawno się tak nie czułam. Wcześniej wydawało mi się, że brakuje jakiejś mojej cząstki. Chyba dopiero teraz ja odnalazłam, a raczej to ona odszukała mnie.
-No więc.. od czego by tu zacząć?
-Najlepiej od dnia mojej przeprowadzki..
-No cóż.. Muszę przyznać, że tego dnia płakałem
-Płakałeś?- wytrzeszczyłam oczy
-Wyjechałaś sobie tak po prostu, bez żadnego pożegnania..
-Przepraszam. Ja nie chciałam jechać..
-Wiem. To nie twoja wina. No więc tego dnia było mi strasznie smutno, że straciłem przyjaciółkę. Ciągle o tobie myślałem i chodziłem do naszego domku na drzewie.
-Dalej tam jest?- uradowana podniosłam kąciki ust. To miejsce zapamiętałam najbardziej. Spędzaliśmy tam każda wolną chwilę. To był taki nasz azyl. Zbudował nam go ojciec Kacpra i tylko my o tym wiedzieliśmy. Wtedy czułam się jak normalna dziewczyna. Oddałabym wszystko, żeby móc jeszcze się tam choć na chwilę znaleźć i powspominać.
-Nie wiem. Ojciec dostał lepszą propozycję pracy i w wieku 11 lat przenieśliśmy się do Wielkiej Brytanii. nie dawno wróciłem. Obiecałem sobie, że zaraz po powrocie zajmę się poszukiwaniem mojej najlepszej przyjaciółki. Tak też zrobiłem.
-I udało ci się ją znaleźć?- zażartowała,
-No właśnie nie i przyszedłem prosić cię o pomoc- zrobiłam urażoną i smutną minkę, po czym odwróciłam się do niego plecami. Objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. Jednak czułam, że robimy coś złego więc natychmiast się od niego odsunęłam. Usiedliśmy na ławce.
-A teraz opowiadaj, co tam u ciebie..
-U mnie nic ciekawego. Rodzice ciągle pracują, a ja ciągle chodzę na zakupy, przyjęcia, bale, bankiety- zaczęłam wymieniać śmiesznie kołysząc głową.
-Czyli mam rozumieć, że prowadzisz życie prawdziwej księżniczki.
-Oczywiście. Właśnie miałeś zaszczyt poznać piękną barbie.
-Nie przesadzaj. Plastikiem to ty nie jesteś.
-Mam taką nadzieję- zaśmialiśmy się.
-Gdzie teraz mieszkasz?- spytałam
-Aktualnie w hotelu. Szukam jakiegoś domu, w którym mógłbym zamieszkać razem z kumplem.
-A twoi rodzice nie mają nic przeciwko?
-Oni zostali w Anglii. Z reszta sami mi to zaproponowali.
-Ale przecież ty jesteś niepełnoletni ...
-Zapomniałaś, że za kilka tygodni mam 18 urodziny? Proszę, proszę.. nie widzieliśmy się zaledwie 10 lat , a ty już zapomniałaś datę mych urodzin.
-Oj przepraszam..- pocałowałam go w policzek.
-Robi się już późno. Lepiej odprowadzę cię do domu.
-Okej- ruszyliśmy w stronę mojej wilii. Przez całą drogę śmialiśmy się i wygłupialiśmy.
-Może zostaniesz u mnie na noc?
-To chyba nie jest dobry pomysł.
-No może masz rację. Spotkamy się jutro?
-Zadzwonię moja królewno- pocałował mnie w czoło, a ja pobiegłam do środka. Od razu skierowałam się do mojego pokoju. Choć było już bardzo późno rodzice chyba jeszcze nie wrócili. Chociaż to. Przynajmniej nie będą mi truć i robić kazań, jak a to ja powinnam być idealnie grzeczna. 

Założyłam białą luźną koszulę i położyłam się na moim bardzo, ale to bardzo miękkim i wygodnym łóżku. Leżałam i rozmyślałam chwilę o dzieciństwie i oczywiście o moim najlepszym przyjacielu. Minęło tylko czasu, a my rozmawialiśmy dzisiaj jakby nic się nie zmieniło. Jakby czas stanął w miejscu. W jego towarzystwie zapominam, o tym że jestem, a raczej moi rodzice są bogaci. Dobrze się z nim bawię. Musimy odnowić swoje kontakty. Teraz potrzebuję prawdziwego przyjaciela... 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział VIII

Chłopcy grali w koszykówkę, a ja siedziałam na ławce i bacznie się im przyglądałam. Kompletnie nie umieli grać. Wcale sobie nie podawali i dziwili się, że przegrywają. Czy tylko ja w tym gronie używam mózgu? Zmęczeni usiedli obok mnie.
-Może zagrasz z nami? - odezwał się Dawid
-Wybacz, ale kompletnie nie umiecie grać i tylko bym się męczyła.
-A ty taka specjalistka? Mogę się założyć, że nie złapałabyś nawet piłki- prysnął Paweł
-Przez 5 lat chodziłam na balet, od 7 lat należę do drużyny w siatkówkę. Raz w tygodniu chodzę na siłownię i gimnastykę, a ty sugerujesz że nie umiem złapać piłki?
-Tak. Właśnie tak sądzę.
-Więc zagrajmy. Jak przegrasz to musisz mnie przeprosić.
-Zgoda, a jak ty przegrasz dasz się pocałować.
-Umowa stoi- uścisnęliśmy sobie ręce i weszliśmy na boisko. Na początku trochę przegrywałam, ale później on nie miał już siły i łatwo było z nim wygrać. Dumna podeszłam do reszty znajomych. Trochę dziwnie się czułam, że jestem tu jedyną dziewczyną, no ale cóż.
-No to słucham twoich przeprosin.
-Nie mam zamiaru cię przepraszać.
-Stary obiecałeś, a po za tym należy jej się to- bronił mnie Dawid
-Sory..- wydukał po cichutku
-Czego ja się mogłam spodziewać, przecież nie stać cię na coś więcej- prychnęłam i usiadłam na przeciwko niego. Siedzieliśmy w ciszy i zabijaliśmy się spojrzeniami, gdy Dawid i Franek zaciekle o czymś rozmawiali.
-Nie patrz się tak, bo ci oczy w ciążę zajdą- w końcu się odezwał
-Jak na ciebie patrzę mam ochotę wysłać sms o treści POMOC
-Czy wy nie potraficie normalnie się do siebie odzywać?- spytał Franek
-Ja nic nie poradzę na to, że ona jest taka tępa.
-Twoja matka musiała chyba najeść się dużo śniegu, żeby urodzić takiego bałwana.
-Przestańcie już sobie tak docinać. Seks na zgodę? - zażartował Dawid. Przynajmniej mam taką nadzieję, że żartował.
-Ja tam bardzo chętnie
-Nie przeżywaj tak bo majtek nie dopierzesz
-Paweł nie zapominaj, że to moja dziewczyna- w końcu odezwał się Franek. Wcześniej nie mógł? A no tak, był zajęty śmianiem się z nas.Pocałowałam go w policzek i usiadłam mu na kolanach.
-Co się tak gapisz jak dupa  na sedes? - skierowałam słowa na Pawła, który nie spuszczał ze mnie wzorku. Pomruczał coś cicho pod nosem i więcej się nie odezwał. Spojrzałam na komórkę. Już 21.30.
-Franek odwieziesz mnie do domu?- spytałam lekko zdenerwowana
-Coś się stało?- spytał poważnie
-Pewnie mamusia martwi się o córeczkę- Paweł myślał, że mi tym dogryzie. Mylił się.
-Rodzice jeszcze w pracy, a ja jestem z kimś umówiona i muszę wracać.
-Mam być zazdrosny?- spytał Franek
-Oczywiście, że nie głuptasie- pocałowałam go w policzek i pociągnęłam za rękę i w kierunku samochodu. Pomachaliśmy znajomym i odjechaliśmy.
-Z kim jesteś umówiona?
-Z kolegą.
-Emilia.. Pamiętasz, że do balu nie możemy spotykać się z nikim innym.
-Spokojnie. Nikt mnie nie zobaczy.
-Ale wiesz, mi nawet nie o to chodzi. Po prostu spodobałaś mi się i...
-Nie. Franek to nie ma sensu. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Zgodziłam się udawać twoją dziewczynę i niech tak zostanie.
-Skoro tak chcesz.
-Tak będzie lepiej. Dzięki, że mnie odwiozłeś. - dałam mu buziaka w policzek i pobiegłam do domu. 


Od razu skierowałam się do swojego pokoju, a potem do łazienki. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Przebrałam się i rozczesałam włosy. Zajęło mi to chwilę, bo były okropnie pokręcone. Było już po 22. Bezszelestnie wyszłam z domu i poszłam do parku. Zobaczyłam bruneta z kręconymi włosami odwróconego do mnie tyłem. Na mojej twarzy pojawił się maleńki uśmiech. Podeszłam do niego i dotknęłam jego ramię. Natychmiast się odwrócił. Ujrzałam piękne zielone oczy. Skądś je znałam, tylko nie mogłam przypomnieć sobie skąd.
-Już myślałem, że nie przyjdziesz- usłyszałam jego melodyjny głos. Ubrany był w czarne spodnie, koszulę w kratkę i skórzaną kurtkę. Był nawet bardzo przystojny. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Po prostu mnie zatkało... 

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział VII

Dziś miałam szczególnie dobry humor. Pewnie dlatego, że jest nareszcie sobota. Miałam cały dzień tylko dla siebie. Założyłam luźne ubrania, a do uszu włożyłam słuchawki. Po chwili usłyszałam pierwsze nuty mojej ulubionej piosenki. Zbiegłam na parter po schodach.
-Witaj córuś.- usłyszałam głos ojca
-A wy nie w pracy?- zapytałam z uśmiechem. Miałam nadzieję, że rodzice mają dziś wolne i spędzimy ten dzień tak jak kiedyś. Gdy byłam mała w każdą sobotę zabierali mnie do wesołego miasteczka, cyrku, albo na zakupy.
-Właśnie jedziemy. Podwieźć cię gdzieś?
-Nie. Zostanę w domu. - pobiegłam do kuchni. Zjadłam tam małe śniadanie, czyli jogurt truskawkowy z płatkami i rozłożyłam się w salonie na kanapie. 

W telewizji nie było nic ciekawego. Postanowiłam więc zacząć pisać wypracowanie do szkoły. Siedziałam tak ponad dwie godziny, gdy pisanie przerwał mi dzwonek do drzwi.
-Panienko Emilio! Przesyłka dla pani.- usłyszałam wesoły głos gosposi. Jakoś wygramoliłam się z pod notatek i podeszłam do niej. Na stoliku leżał wielki pluszowy miś. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Był taki słodki. Do ucha miał przyczepiony liścik. 'Taj jak zawsze. O 16.30. Będę czekał.' Zaniosłam tego pluszaka do pokoju i włączyłam laptopa. Była dopiero 15, więc miałam jeszcze dużo czasu. Umyłam i wysuszyłam włosy, po czym zaczęłam malować paznokcie. Wtedy zadzwonił mój telefon. To był Franek. Po krótkim zastanowieniu się odebrałam.
-Cześć
-Coś się stało, że dzwonisz?
-Mamy zamiar z chłopakami wyjść wieczorem na boisko pograć w kosza. Może pójdziesz z nami?
-Sam na to wpadłeś?
-Nie. Dawid prosił, żebym cię zaprosił.
-Zastanowię się.
-Przyjadę po ciebie o 18.
-Zgoda.- rozłączyłam się i spojrzałam na zegarek. 16.20. Usiadłam przed laptopem i bezmyślnie wpatrywałam się w ekran. Po pięciu minutach napisał.
*nieznajomy
Dobrze się wczoraj bawiłaś?
*ja 
Co takiego?
*nieznajomy
Pytam o bankiet.
*ja 
Skąd wiesz, że tam byłam?
*nieznajomy
Moja matka cię widziała.
*ja
Ty też tam byłeś?
*nieznajomy
Ja nie lubię takich imprez
*ja
szkoda :(
*nieznajomy
Zastanowiłaś się już nad naszym spotkaniem?
*ja
dzisiaj o 22 w parku?
*nieznajomy
Możesz tak późno wychodzić z domu.
*ja
Nie interesuj się.
*nieznajomy
Nie boisz się, że nas zobaczą ? W końcu nie było jeszcze balu.
*ja
O tej godzinie nie będzie tam nikogo znajomego. To do wieczora.
Szybko wyłączyłam komputer. Było już po 17. 

Założyłam na siebie czarne rurki, białą bluzkę i szary sweterek. Zamiast okularów założyłam szkła kontaktowe i zrobiłam makijaż. Włosy związałam w warkocza i już byłam gotowa. Usłyszałam jakiś samochód. Od razu pomyślałam, że to Franek. Zbiegłam po schodach i powiadomiłam gosposię, że nie wiem kiedy wrócę. Uśmiechnęła się tylko i wyszłam. Na podjeździe czekali na mnie chłopcy, a dokładniej Franek, Dawid i Paweł. Ten ostatni posłał mi dziwne spojrzenie, ale to zignorowałam. Podeszłam do mojego udawanego chłopaka i pocałowałam go w policzek. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. 
___________
Trochę mi tak smutno, jak jest mało komentarzy ;(
Kolejny rozdział dodam, jak będą dwa komentarze ;) 
Im więcej komentarzy tym dłuższa część :P 

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział VI


Nie wiem jak mu się to udało, ale Paweł sprowadził rozmowę na mój temat. Zdziwiłam się. Co ja go tak interesuję? Więcej mnie nie zobaczy, więc czemu się tak zachowuje.
-Czemu ona taka cicha?- wskazał na mnie.
-Ona ma imię.- odgryzłam się
-Skarbie nie denerwuj się tak, bo złość piękności szkodzi.- kontynuował
-Skarbie, to możesz mówić do swojej mamusi.
-A może dasz się zaprosić na małe piwko?
-Jesteś zabawny, jak mój dziadek po drugiej wojnie światowej. - nie mam pojęcia skąd brałam te teksty, ale muszę przyznać, że byłam usatysfakcjonowana.
-No ale musisz przyznać, że pociągający to ja jestem.- znów zaczął Paweł
-Masz rację. Jak spłuczka do kibla.- wszyscy ryknęli śmiechem a ja mocniej wtuliłam się do Franka. Na twarzy Pawła można było zauważyć duży rumieniec. Mam nadzieję, że da już sobie spokój i więcej się do mnie nie odezwie. Nagle usłyszałam znajomą melodyjkę. Zadzwonił mój telefon. Położyłam palec na ustach, by uciszyć chłopców i odebrałam.
-Cześć mami! - powiedziałam
-Emilia! Gdzie ty jesteś? Bankiet już dawno się skończył.
-Właśnie jesteśmy w samochodzie. Za chwilę będę. Kocham cie. Pa.- rozłączyłam się, po czym odetchnęłam z ulgą. chłopcy wybuchnęli śmiechem.
-Z czego tak japy cieszycie?- spytałam zdziwiona.
-Mamusia martwi się o córeczkę? - zaczepił mnie nie kto inny jak Paweł
-A twój ojciec jest może kucharzem?
-Nie. Czemu pytasz?
-Bo masz twarz jak naleśnik.- chłopcy znów zaczęli się śmiać, oczywiście z wyjątkiem Pawła. On stanął naprzeciwko mnie i wpatrywał mi się w oczy.
-Kurwa!- krzyknął
-Oj wiemy. Nie chwal się.- mocno złapał mnie za nadgarstek. Na szczęście, oczywiście bardzo delikatnie go kopnęłam i natychmiast mnie puścił. Zaczął jakoś dziwnie wymachiwać rękami.
-Ćwiczysz karate, czy łapiesz muchy?- spytałam z trudem powstrzymując śmiech. 

-No koniec tego dzieciaki.- wreszcie odezwał się Franek.
-Muszę ją odstawić bezpiecznie do domu, bo jak nie to jej ojciec łeb mi urwie.- pożegnaliśmy się i odjechaliśmy.
-Nieźle mu pojechałaś.- zaczął rozmowę.
-Mówiłam tylko to co myślę.
-Nie znałem cię od tej strony.
-Ja też sie od tej strony nie znałam.- zapanowała cisza. Dopiero, gdy byliśmy na podjeździe znów odezwał się Franek.
-Dziękuję, że udawałaś moją dziewczynę,
-Nie ma za co. Dobrze sie bawiłam- skłamałam. Wtedy Franek delikatnie musnął moje usta. Bez słowa wysiadłam z auta i weszłam do domu. Szybko się przebrałam i położyłam się w salonie na kanapie. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać.
-Emilia!
-Tu jestem mamo!
-O której godzinie ty wracasz do domu?!- krzyknęła
-Przepraszam. Byłam z Frankiem.
-Masz szlaban na laptopa na miesiąc.- dodała. Obok niej pojawił się tatuś.
-Co? Ale dlaczego? Wróciłam zalewie godzinę później. Mogę zatrzymać komputer? - zrobiłam niewinną i smutną minkę. 

-No pewnie. W końcu nic złego nie zrobiłaś. Ale kładź już się spać, bo jest późno.
-Dobranoc tatku.- powiedziałam, po czym pocałowałam go w policzek. Posłałam jeszcze zwycięskie spojrzenie mamie i pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic i położyłam się spać. Dzisiaj był jakiś dziwny dzień, Mam nadzieję, że jutrzejszy będzie o wiele normalniejszy...
___________
Muszę przyznać, że jest mi trochę smutno. To już 6 rozdział, a nie było jeszcze żadnego komentarza. Mam wrażenie, że piszę to wszystko tylko dla siebie ;(
Postanowiłam, że kolejny rozdział dodam, jak będą minimum dwa komentarze ;)


Rozdział V



Na bankiecie bawiliśmy się świetnie. Ciągle ze sobą tańczyliśmy i rozmawialiśmy. Dowiedziałam się o nim wielu ciekawych rzeczy. Nie jest taki, jak myślałam. Uwielbia grać w koszykówkę. A ten jego znajomy, którego nie dawno poznałam jest jego kumplem. Twierdzi, że pomagają sobie na wzajem. Franek daję mu pieniądze na szlugi i prochy, a on w zamian za to przedstawia kumplom. Dzięki temu może czuć się jak zwykły nastolatek. Choć nie popieram tego ich chorego układu, to muszę przyznać, że też bym tak chciała. Brakuje mi normalnego życia. 
Dochodziła 22, gdy na twarzy mojego towarzysza pojawił się dziwny grymas.
-Co jest?- spytałam
-Nic. Obiecałem Dawidowi, że wpadnę dziś na boisko.
-Jakiemu Dawidowi?
-No przecież poznałaś go, jak byłaś wczoraj u mnie. 
-Przedstawił się jako Ksawery. 
-No tak. Nie lubi zbytnio o sobie mówić. Nie przejmuj się tym. 
-Zawsze mnie uczono, że obietnic nie wolno łamać, więc jedź do niego.- powiedziałam ze smutkiem
-Pojedziesz ze mną?
-A mogę?
-No pewnie. Tylko chyba najpierw musisz się przebrać. 
-Masz rację.- uśmiechnęłam się do niego i pojechaliśmy do mojego domu. 


Szybko się przebrałam i znów wyszłam. Franek czekał na mnie na podjeździe. Uśmiechnął się na mój widok i złapał mnie za rękę. Moje serce mocniej zabiło i na policzkach pojawił się rumieniec. Wsiedliśmy do jego sportowego auta i tym razem ruszyliśmy w kierunku jakiegoś boiska.
-Em..- zaczął Franek
-Tak?- spojrzałam na niego, jednak on nie odrywał wzroku od drogi. Może i dobrze. Nie chciałabym, by spowodował wypadek.
-Słuchaj.. Nie zrozum mnie źle, bo jesteś bardzo ładna i wgl. , ale ja nie chcę mieć dziewczyny.- zasmuciłam się. Co prawda nic do niego nie czułam, ale zrobiło mi się tak jakoś dziwnie. Z trudem powstrzymywałam płacz.
-Mam do ciebie jednak wielką prośbę.
-Jaką?- powiedziałam dość cicho, aby nie rozpoznał w moim głosie chęć do rozpłakania się. Teraz najchętniej chciałabym znaleźć się w swoim pokoju z kubełkiem moich ulubionych lodów.
-Mogłabyś poudawać przed moimi kuplami, że jesteśmy razem? - Teraz to już całkowicie przegiął. Powtarzałam sobie w myślach ;samokontrola'. Modliłam się, żeby nie wybuchnąć. Odliczyłam do dziesięciu i odezwałam się.
-Chyba sobie kpisz. Znajdź sobie jakąś inną laskę do udawania. Mnie w to nie mieszaj.- powiedziałam z wyrzutem. Nie odpowiedział mi, bo właśnie byliśmy na miejscu. Wysiadł z samochodu, po czym otworzył mi drzwi. Nawet się na niego nie popatrzyłam. Byłam okropnie zła. Jak w ogóle mogło mu to przejść przed gardło? Palant. Wyrwałam się z zamyślań i zobaczyłam, że w naszym kierunku idzie jakaś grupka chłopaków.
-Siema Franek!- krzyknął Dawid i podał mu rękę.- Widzę, że jesteś ze swoją dziewczyną.
-Ja nie jestem jego dziewczyną.- powiedziałam oburzona, a gdy zobaczyłam te dziwne chytre uśmieszki na twarzach chłopców, których pierwszy raz na oczy widziałam oraz smutną minkę Franka natychmiast dodałam.
-Jestem jego narzeczoną.- powiedziałam z wielkim uśmiechem, po czym spojrzałam na Franka i puściłam mu oczko. Nie wiem dlaczego mu pomogłam i udawałam jego dziewczynę, ale czułam że tak powinnam postąpić. Jeden z jego kupli tak dziwnie się na mnie patrzył, że może to mnie do tego nakłoniło. Usiedliśmy na ławkach, obok ogniska, które rozpalił Dawid. Przedstawili mi resztę znajomych. Okazało się, że ten co tak się ciągle na mnie patrzy ma na imię Paweł, a ten drugi, który ciągle palił papierosy Kamil. Usiadłam Frankowi na kolanach i przysłuchiwałam się ich rozmowie. W pewnym momencie usłyszałam coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. 



środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział IV


Rano obudziła mnie moja kochana psinka. Chwilkę się z nią pobawiłam, po czym szybko stałam i pobiegłam pod prysznic. Później założyłam moją ulubioną bluzę, czarne rurki i również czarne conversy. Do torby włożyłam potrzebne mi rzeczy i windą zjechałam na parter. 
-Witam Panienkę.- usłyszałam głos dobiegający z kuchni
-Rodzice są?- spytałam z nadzieją w głosie
-Kilka minut temu wyjechali do pracy.- ze smutną minką usiadłam przy stole. Po chwili dostałam pyszny omlet i orzechową babeczkę. Zjadłam i wypiłam czekoladowego szejka. Do torby włożyłam butelkę cytrynowej wody i wyszłam. na podjeździe czekała już na mnie limuzyna. Przywitałam się z moim ulubionym szoferem i wsiadłam do środka. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Przed wejściem do szkoły czekały dziewczyny. Podeszłam do nich i przywitałam się.
-Franek pytał o ciebie!- zapiszczała Violetta 
-Czego chciał?- spytałam z niedowierzaniem. 
-Kazał ci przypomnieć o dzisiejszym wieczorze. idziecie na randkę? - z zapałem powiedziała Alex
-Nie powinnaś się tym interesować. Ale jeśli chcesz wiedzieć, to zabiera mnie dzisiaj na bankiet. Możecie rozprowadzić kilka plotek. A teraz chodźmy na lekcję.- nie czekając na odpowiedź udałam się w kierunku klasy. Oczywiście one ruszyły zaraz za mną. Przyzwyczaiłam się już do tego, że ludzie mnie naśladują. W końcu jestem ideałem.
Lekcje minęły mi dość szybko. Najgorszy był język polski. Ta jędza, która chodzi w jednych butach od dwóch lat ( i to w dodatku są to podróbki) zadała wypracowanie na pięć stron. W życiu tego nie napisze! Przy głównych drzwiach stał Franek. Gdy tylko mnie zobaczył, od razu zaczął zmierzać w moim kierunku. 
-Witaj.- powiedziałam z szerokim uśmiechem
-Pamiętasz o dzisiejszym bankiecie?
-Jak mogłabym zapomnieć. 
-Tylko bądź gotowa o 18. Nie lubię czekać.
-Jasne.- powiedział już chyba sama do siebie, bo tak po prostu odszedł. Poczułam się tak jakoś dziwnie. Zawsze ludzie mnie słuchają i podziwiają. A on? Czyżby zapomniał kim jestem? Muszę mu to dziś wytłumaczyć. Wsiadłam do limuzyny, która już na mnie czekała i pojechałam do domu.
Gdy tylko otworzyłam drzwi usłyszałam radosne szczekanie mojego pieska. 
-Panienka Emilia już wróciła? Podać obiad?
-Nie. Przynieś mi tylko do pokoju budyń.- schodami wbiegłam do mojego pokoju. Pierwsze co zrobiłam to natychmiast się przebrałam. Założyłam krótkie szorty i niebieską bluzkę. Włosy związałam w warkocza, zdjęłam szkła i włożyłam okulary. 

Siedziałam na parapecie wpatrując się w okno i rozmyślając, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Była dopiero 14.30, więc na pewno nie mógł by to być Franek. Zbiegłam po schodach i zobaczyłam gosposię trzymającą bukiet kwiatów.
-Właśnie miałam panienkę wołać. Dostawca przyniósł te kwiaty dla pani. Wstawię do wazonu.
-Zanieś je jeszcze do mojego pokoju. Jest jakaś karteczka?
-Tak. Proszę.- powiedziała podając mi liścik. Szybko przeczytałam 'o 16.30 na czacie. Będę czekał' uśmiechnęłam się sama do siebie i pobiegłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa, żeby mieć pewność, że się nie spóźnię. Lubiłam te rozmowy z nim. Nie traktował mnie tak jak wszyscy. Miał swoje odmienne zdanie. Czasami sama nie wiem czego chcę. Lubię jak ludzie mnie podziwiają i liczą się z moim zdaniem, po prostu wtedy czuję się wyjątkowa. niektórzy uważają mnie za rozpuszczoną księżniczkę, i może faktycznie tak jest, ale nie wiedzą, że to tylko taka maska. Brakuje mi kogoś normalnego, kogoś kto mnie zrozumie i polubi za to jaka jestem na prawdę. Dla tego lubię tego, kto ciągle rozmawia ze mną na czacie. Wydaję mi się, że on własnie taki jest. Może to tylko moje marzenie, ale chciałabym się z nim zaprzyjaźnić. Nawet gdybym miała wyrzec się popularności, choć nie wiem czy jestem na to gotowa. jestem jakaś dziwna. Sama nie wiem czego chcę! koniec rozmyślań, bo mnie wezmą do psychiatryka.
Do umówionej godziny zdążyłam umyć, wysuszyć i ułożyć włosy oraz pomalować paznokcie. Spojrzałam na monitor. Dokładnie o 16.30 dostałam wiadomość
*nieznajomy
Kwiaty się podobały?
*ja
Mógłbyś się bardziej postarać. Ciągle kwiaty i kwiaty..
*nieznajomy
Podjęłaś decyzję co do naszego spotkania?
*ja
Owszem podjęłam
*nieznajomy
To jak? Zgadzasz się?
*ja
Dobrze. Spotkam się z tobą, ale po balu.
*nieznajomy
Dlaczego?
*ja
I tak byś nie zrozumiał
*nieznajomy
A właśnie, że rozumiem. Wstydzisz się ze mną pokazać. Na bal idziesz z Frankiem i jakbyś spotkała się z kimś innym na mieście ludzie mogliby zacząć plotkować
*ja
Masz rację. A tobie jeśli na prawdę zależałoby na spotkaniu ze mną zgodziłbyś się.
*nieznajomy
Zależy mi na spotkaniu z tobą. Tylko ty sama nie wiesz czy tego chcesz. Nie chcesz niczego zmieniać. Boisz się zmian.
Nie wytrzymałam i wyłączyłam laptopa. Tak łatwo mnie rozgryźć? Po kilku krótkich rozmowach już mnie rozszyfrował. To prawda boję się zmian. Jeśli dobrze jest tak jak jest, to po co to zmieniać?
Szybko zerknęłam na zegar. Dochodziła już 17. Wpadłam w panikę. W pośpiechu założyłam moją ulubioną granatową sukienkę i zrobiłam mocny makijaż. Spryskałam się perfumami na specjalne okazje i byłam gotowa. Zjechałam windą na parter i wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Była 17.55. Gosposia otworzyła drzwi. Do holu wszedł Franek.
-I jak ?- okręciłam się dookoła
-Wyglądasz ślicznie.- ciepło się do mnie uśmiechną i wyszliśmy. 
 

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział III

Po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Szofer otworzył mi drzwi i po raz kolejny moim oczom ukazał się jego dom. Była to jednopiętrowa willa z pięknym, dużym ogrodem, altanką i basenem. Mama Franka, pani Katarzyna ma kilka kwiaciarni, a jej mąż, pan Ksawery jest jakiś wysokim urzędnikiem. Pewnym krokiem podeszłam do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem. Oczywiście otworzył mi lokaj.
-Ja do pana Franka. Powiadomiłam go wcześniej. -Witaj panienko Emilio. Cieszę się, że cię widzę. Franek jest w siłowni. -Dziękuje.- powoli ruszyłam w kierunku mojego przyszłego chłopaka. Zapukałam i otworzyłam drzwi do pomieszczenia, w którym się znajdował.
-Cześć Franek.
 -Cześć Emilia. Coś się stało, że przyjechałaś? -powiedział nie przestając podnosić ciężarów. Po raz pierwszy zobaczyłam go bez koszulki. Ten jego kaloryfer... -Chciałam omówić z tobą kolor mojej sukienki i spędzić z tobą trochę czasu.
-Jak widzisz jestem trochę zajęty. Zaczekaj w moim pokoju. Jest naprzeciwko. Zaraz do ciebie dołączę. A i ślicznie wyglądasz.-posłał mi czarujący uśmiech.

-Dziękuję.- również lekko się uśmiechnęłam  i powędrowałam do jego pokoju. Choć wiele razy byłam w jego domu na kolacji, jeszcze nigdy w pokoju. Zaczęłam się rozglądać. Nie było tu nic nadzwyczajnego, oprócz kolekcji małych żołnierzyków. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął w swoim kierunku, tak że wylądowałam mu na kolanach. Zdziwiłam się, bo to nie był Franek.

-Witaj ślicznotko. - odezwał się.- Jak masz na imię?
 -Emilia. A ty to kto?
-Ksawery. Kolega Franka. A ty to jego dziewczyna? -A możesz mnie już puścić?
-Nie. – wtedy, oczywiście z wielką gracją uderzyłam go w twarz. Do pokoju wszedł Franek.
-No stary szacun. Silna ta twoja dziewczyna.
-Tak? Nie widziałem.- podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Chyba właśnie wyszedł spod prysznica, bo jego ciało pachniało morską bryzą. Na początku byłam zdziwiona jego zachowaniem, jednak później się ucieszyłam.
-Po co przyszedłeś? No i jak tu wszedłeś?
-Przez okno. Pożycz trochę kasy.
-Ile chcesz?
-Ile dasz.
 -Masz. Nie pytam po co, bo chyba się domyślam. A i możesz wyjść normalnie, drzwiami.  -Wolę przez okno. Dzięki. Narka.- gdy tylko wyszedł usiadłam na łóżku Franka i z uśmiechem na twarzy popatrzyłam się na niego.
-Kto to był? -Kolega. Chodzimy razem na basem i siłownię. To jaki kolor proponujesz?
-Cóż. Większość osób wybierze miętowy. Proponuję granat, żebyśmy wyglądali wyjątkowo.
-Jednak wolę czerwień.
-Czerwony? Jest zbyt oklepany. A po za tym mam już granatową sukienkę.
-Nasz kolor to czerwony. Coś jeszcze chciałaś? -Tak. – stanęłam naprzeciwko niego. Czułam jego oddech na sobie. Patrzyłam mu prosto w oczy. Przybliżył swoje usta do moich i wtedy do pokoju bez pukania weszła Amanda. Zarumieniłam się, a Franek złapał mnie za rękę.
-Cześć Franek. Nie wiedziałam, że ona tu będzie.
-Spokojnie. Właśnie wychodzę, a Franek mnie odwiezie. Prawda, kochanie? – z uśmiechem popatrzyłam się na Amandę.
-Yyy.. Jasne.- odpowiedział Franek. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu Franka.
-Chciałem ci przypomnieć, że nie możemy przed balem pokazywać się z kimś innym w mieście.
-Rozumiem cię. Musimy też więcej czasu spędzać razem.
 -Wiem Emilio. Pójdziesz ze mną jutro wieczorem na bankiet. Przyjadę po ciebie o 18.00.
 
-Dobrze. To do zobaczenia. – właśnie byliśmy pod moim domem. Pocałowałam go w policzek, a on jakoś tak dziwnie się na mnie popatrzył. Franek musi być moim chłopakiem.  Dzięki pokazywaniu się z nim moja popularność wzrośnie. Co prawda i tak idę z nim na bal szkolny, ale ten jutrzejszy bankiet też jest dobrą okazją na pokazanie się z nim publicznie. Na szczęście wybrał mnie, a nie Amandę. Kiedyś się z nią przyjaźniłam, ale pokłóciłyśmy się o lalkę z edycji limitowanej. Obraziłyśmy się na siebie i nigdy nie pogodziły. Zostałyśmy wrogami, ale ja zawsze wygrywam. Ciągle jestem od niej pierwsza. Lepiej się ubieram i mam więcej znajomych niż ona. Uwielbiam wygrywać. Choć czasami mnie to męczy. Brakuje mi zwykłego życia nastolatki, no ale nie mogę narzekać. Mogę mieć wszystko, co tylko zechcę. Wysiadłam z samochodu i weszłam do domu.
-Witaj panienko Emilio.
-Są już rodzice?
 -Jeszcze ich nie ma. Podać kolację?
-Nie. Idę wziąć kąpiel i położę się już.

-Dobranoc panienko Emilio. – pojechałam windą na piętro, na którym znajdował się mój pokój. Nalałam wody do wanny i weszłam do niej. Zaraz po tym przebrałam się w moją ulubioną pidżamę i zasnęłam. 

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział II


Na stoliku obok schodów i windy leżała koperta. Pewnie kolejne zaproszenie na bankiet lub bal. Dziwne. Zaadresowana była do mnie. Wzięłam ją i pobiegłam do swojego pokoju. Zrzuciłam z siebie te ubrania i przebrałam się w coś wygodnego. Zdjęłam szkła kontaktowe i założyłam okulary. Na reszcie mogłam być sobą. Zamknęłam drzwi na klucz i wyłączyłam telefon. Wygodnie usiadłam w moim ulubionym fotelu i najpierw przeczytałam list od tajemniczego wielbiciela. Podobają mi się te listy. Wcześniej nie widziałam w nich nic złego, ale dzisiaj coś we mnie pękło. Napisał, że się we mnie zakochał. Nie odwzajemniam jego uczuć, ale myślę że mogę uważać jako kogoś bliskiego. Jednak nic do niego nie czuję. Nie rozumiem po co komu miłość. Zajmuje ona tylko bardzo cenny czas. Najpierw daje nadzieję na szczęście, a później wszystko odbiera. Łamie serce i pozostaje tylko płacz. Pewnie myślicie, że jestem młoda i jeszcze nic nie wiem o życiu, ale jestem mądrzejsza od was. Łatwo jest się zakochać, ale gorzej odkochać. Po prostu się nie da. Ciągle myśli się o tej osobie i ma się ją przed oczami. Nie można się pozbyć tęsknoty do niej. Teraz pewnie myślicie, że sama miałam chłopaka i to przeżyłam. Otóż nie. Gdy miałam 6 lat miałam przyjaciela do zabaw. Miał na imię Kacper. Nie byłam nim zauroczona, w końcu wtedy byłam jeszcze dzieckiem. Ale zabolała mnie nasza rozłąka. Musiałam przeprowadzić się do nowego domu, większego i lepszego. Brakowało mi jego, ale rodzice już od małego tłumaczyli mi, że nie mogę zadawać się z biednymi. Jakoś to wszystko zniosłam, ale wspomnienia wracają nawet po tylu latach. Koniec tych wspomnień, bo znów się rozkleję. Otworzyłam drugą kopertę. Była pusta. Nie było w niej żadnego listu. Ciekawe kto to przysłał. Wtedy usłyszałam głos gosposi.
-Panienko Emilio! Kwiaty dla pani.
-Już schodzę!- zbiegłam po schodach i zobaczyłam piękny bukiet czerwonych róż. Nie było jednak żadnego liściku.
-Od kogo te kwiaty? -spytałam gosposi
-Nie wiem panienko Emilio. Dostawca kazał przekazać, tylko że o 16.30 na czacie.
-Dziękuję. Wstaw te kwiaty do wazonu. A i kiedy będą rodzice?
-Dzwonili, żeby nie czekać na nich z kolacją.
-W takim razie zjem w pokoju.- powiedziałam ze smutną miną.
-Chce panienka Emilia może jakieś lody albo ciastka?
-Kubełek moich ulubionych.
-Dobrze. Za chwilkę przyniosę. - znów udałam się do pokoju. Spojrzałam na zegarek. Jest 16.20. Włączyłam laptopa i weszłam na czat. Była tylko Violetta i Franek. Czyżby to on przysłał mi te kwiaty. To na pewno on. Wątpię, aby kogoś innego było jeszcze na to stać. Była dokładnie 16.30, gdy napisał do mnie ktoś nieznajomy.
*nieznajomy
Kwiaty się podobały?
*ja
Są piękne. A ta pusta koperta jest od ciebie?
*nieznajomy
Wszystko jest możliwe. Słyszałem, że masz już z kim iść na bal.
*ja
Tak. Idę z Frankiem.
*nieznajomy
Szkoda, bo myślałem, że razem się tam wybierzemy.
*ja
Chodzisz do mojej szkoły?
*nieznajomy
Zadajesz dużo pytań.
*ja
A ty na żadne nie odpowiadasz.
*nieznajomy
Mam kompromis.
*ja
Jaki?
*nieznajomy
Dasz się zaprosić na kawę, kino i spacer a wtedy odpowiem na wszystkie twoje pytania.
*ja
Nie umawiam się z nieznajomymi
*nieznajomy
I słusznie. Tylko, że mnie znasz.
*ja
Jak się nazywasz?
*nieznajomy
To jest kolejne pytanie. Zastanów się nad moją propozycją. Pogadamy jutro o tej samej godzinie.
Nie zdążyłam mu już nic odpisać. Po prostu wyłączył czat. Kretyn. Na pewno się z nim nie umówię. Nie teraz, kiedy Franek mnie zaprosił na bal. Po chwili na skype zadzwoniła Wioletta. Odebrałam.
-Violetta : Rozmawiałam z Amandą. Jej rodzice odwiedzają dzisiaj rodziców Franka. Myśli, że to będzie okazja by się do niego zbliżyć.
-Jak ona może. Dzięki za informacje. Buziak. Pa.- rozłączyłam się i zeszłam na parter.
-Panienka Emilia, życzy sobie czegoś?
-Zadzwoń do państwa Wiśnickich i oznajmij, że złożę dziś Frankowi wizytę.- pobiegłam do swojej garderoby i zaczęłam zastanawiać się co na siebie włożyć. Muszę wyglądać subtelnie i delikatnie, a zarazem uwodzicielsko. Franek musi być mój. Jeśli zostanę jego dziewczyną moja popularność wzrośnie. Postanowiłam założyć kremową, koronkową sukienkę i dżinsową katanę. Szpilki i torebkę dobrałam pod kolor sukienki. Włosy pokręciłam i zostawiłam rozpuszczone. Poprawiłam makijaż i założyłam szkła kontaktowe. Byłam gotowa. Powoli zeszłam na parter.
-Nie wiem o której wrócę. Rodzicom przekaż, że udałam się do Wioletty.
-Dobrze panienko Emilio. -odpowiedziała gosposia. Wyszłam z domu i wsiadłam do limuzyny.

środa, 17 lipca 2013

Rozdział I


Podeszłam do nich z kwaśną miną.
-Violetta. Co ty masz na sobie? Skąd masz tą koszulę? Z resztą nie odpowiadaj. Wolę nie wiedzieć. Olu, są może jakieś nowe plotki?
-Za tydzień jest bal na powitanie lata. Po raz pierwszy mają wybrać na nim królową lata. Bez wątpienia to będziesz ty. Chłopcy już zaczęli prosić dziewczyny na ten bal. Dzisiaj będziesz mieć dużo propozycji.
-Tylko, żeby one były wyłącznie od kogoś wartego uwagi.
-Słyszałam, jak Anna rozmawiała z Elą o tym, że podobno Franek chce cię zaprosić. To najpopularniejszy i najprzystojniejszy chłopak w szkole! Każda o nim marzy.
-No coż. Nasi rodzice się znają i nie mam wątpliwości, że to on będzie szczęściarzem towarzyszącym mi na zabawie.
-Za pięć minut pierwsza lekcja Emilko.
-Ile razy wam mówiłam, że nie lubię jak się tak do mnie mówi?!
-Przepraszam.- wyjąkała ta biedaczka.
-Chodźmy na lekcję. Olu idź po moje książki do szafki, a ty Violetto chodź ze mną pod klasę.- dostojnym krokiem weszłyśmy do szkoły. Jak zwykle wszystkie oczy skierowane były w moim kierunku. Jestem już do tego przyzwyczajona i nie robi to na mnie wielkiego wrażenia. Po drodze do klasy kilku niezbyt fajnych chłopaków próbowało mnie zaprosić, ale wystarczyło że się na nich krzywo popatrzyłam i natychmiast wybili sobie z głowy ten niedorzeczny pomysł. Jak im to w ogóle przyszło do głowy. Trzy pierwsze lekcje minęły dość szybko. Przegadałam je z Olą o nowej kolekcji ubrań. Nadszedł czas długiej przerwy. Jak zwykle udałam się na taras, a te idiotki bezmyślnie ruszyły za mną. Skierowałam sie w kierunku nowej ławki, przy której zawsze siadałyśmy i rozmawiały o bezguściu innych, gdy zobaczyłam, że ktoś przy niej siedzi. Było Franek. Pewnie się uśmiechnęłam i równym krokiem podeszłam do niego.
-Witaj Emilio.
-Witaj Franek.
-Idziesz ze mną na bal.
-To pytanie, czy stwierdzenie.
-Przecież mi nie odmówisz.- i nie czekając odszedł w kierunku swoich kumpli. Zachował się w stosunku mnie bezczelnie. No, ale w końcu jest przystojny i mu wolno. W duchu strasznie się cieszyłam, że idę z nim na bal, ale nie mogłam tego tak okazać. Musiałam stwarzać z wyglądu dumną i pewną siebie.
-Gratuluję!- powiedziała Ola
-Teraz twoim zadaniem, będzie aby cała szkoła dowiedziała się, że idę z Fankiem na bal. Jutro wszyscy mają o tym huczeć. Zrozumiałaś?
-Oczywiście Emilio. - reszta lekcji i przerw minęło jak zwykle. No koniec zajęć podeszłam do mojej szafki i zobaczyłam wystający z niej liścik. Ukradkiem schowałam go do torebki. Dostaję takie miłosne liściki od jakiegoś tygodnia. Podobają mi się one, ale nie muszę je ukrywać. Nie chcę aby kto ktokolwiek dowiedział się, że mam cichego wielbiciela. Wyszłam przed murowany budynek i zobaczyłam już moją limuzynę. Minęło jakieś pół godziny, gdy nareszcie znalazłam się w domu. Niestety czekała mnie nie miła niespodzianka.

Prolog



Dzisiaj obudziły mnie wspaniały zapach. Pewnie nasza gosposia zaczęła już szykować śniadanie. Mam nadzieję, że będzie smaczniejsze niż wczoraj. No i mniej kaloryczne. Założyłam okulary i wstałam z łóżka. Narzuciłam na siebie szlafrok i otworzyłam drzwi do łazienki. Tak miałam w pokoju własną łazienkę i dwie garderoby. Pokój był duży i jasno różowy. Można powiedzieć, że liliowy. Wzięłam szybki prysznic i pobiegłam po mój mundurek szkolny. Szybko założyłam białą bluzkę i spódnicę w kratkę. Do tego granatowa marynarka i przepisowo czerwone buty. Znalazłam małe niedociągnięcie w regulaminie. Nie jest określone jakie one dokładnie mają być, więc założyłam czerwone szpilki. Dobrałam do nich torebkę i wrzuciłam do niej potrzebne rzeczy. Przy toaletce zrobiłam mocny makijaż. Był on niedozwolony w mojej szkole, no ale mi nikt nigdy za to nie ukarał. Może dlatego, że jestem pupilką nauczycieli i wszyscy mnie lubią. Dobrze jest być popularną. Stanęłam przed lustrem i dokładnie zmierzyłam dziewczynę w odbiciu wzrokiem. Zobaczyłam piękną szesnastolatkę o blond włosach i niebieskich oczach. Jestem szczupłą i wysoką jedynaczką. Mieszkam z rodzicami w naszej willi. No ale wy to już wiecie. Zaraz. Wy nic nie wiecie. Mam na imię Emilia i nie lubię, jak mi się zdrabnia. Chodzę do prywatnej szkoły mieszanej, to znaczy że uczęszczają do niej zarówno chłopcy i dziewczęta. Jestem w niej najpopularniejszą dziewczyną. Mam dwie, jak by to powiedzieć chodzące za mną i robiące za tło przyjaciółki. Są mi czasami potrzebne. Obie mają chłopaków, których muszę wyeliminować z ich życia. No, cóż nie są zbyt popularni i nie chcę być z nimi kojarzona. Raz się z nimi spotkałam i nie mam zamiaru więcej. Dobrze, że mam kontrolę nad wszystkimi  plotkami. Można powiedzieć, że jestem taką księżniczką. No to już chyba wszystko o mnie. Zdjęłam jeszcze okulary i założyłam szkła kontaktowe. Nikt o tym nie wie, że mam słaby wzrok. Ale nie tylko dlatego noszę szkła. Okulary są niemodne i nie mogę się w nich pokazywać publicznie.Powoli zjechałam windą na parter i udałam się do jadalni. Czekali już tam na mnie rodzice przy pięknie nakrytym stole. Muszę przyznać, że gosposia się spisała.
-Mami! Papi! Wy jeszcze nie w pracy? - tata jest sławnym chirurgiem, a mama anestyzjologiem, więc widok ich w domu a o tej porze jest niecodzienny.
-Dzisiaj wyjątkowo jedziemy nieco później do kliniki. Jeśli chcesz to możemy cię odwieść do szkoły.- powoli rzekł papi. Codziennie jeżdżę limuzyną, ale nie mogę odmówić przejażdżki sportowym autem tatusia.
-Było by mi bardzo miło.- delikatnie się uśmiechnęłam
-Śniadanie podane.- powiedziała gosposia, gdy postawiła ostatnią tacę na stole.
-Znowu zapomniałaś dodać do mojej sałatki rzodkiewki. Jogurt miał naturalny i bez grudek. Sok pomarańczowy jest bez miąższu. Nie wiem dlaczego ty tu jeszcze pracujesz.- ujęłam wszystko delikatnym i spokojnym głosem. Nic nie zjadłam tylko napiłam się szejka i wyszłam. Rodzicom się śpieszyło, więc nie miałam na zbyt wiele czasu. Wsiadłam do auta i po dwudziestu minutach byłam pod szkołą. Przy wejściu obok fontanny czekały te dziewczyny, które nazywam przyjaciółkami. Jedna z nich to Aleksandra, a druga Wioletta. Pożegnałam się z rodzicami i powoli zaczęłam zmierzać w ich kierunku.