.

.

środa, 14 sierpnia 2013

Rodział IX

-Nie poznajesz mnie, prawda? - powiedział po chwili
-A skąd niby miałabym cię znać?- prychnęłam. Faktycznie jego twarz wydawała mi się znajoma, ale mam kiepską pamieć. Ciągle zastanawiałam się kto to jest. Ta myśl nie mogła mi dać spokoju.
-Em, może się przejdziemy?
-Nie lubię, jak nie mówi mi się pełnym imieniem.
-Przepraszam. Kiedyś ci to nie przeszkadzało.
-Czyli musiałeś  mnie poznać bardzo dawno temu
-Oj no wcale nie, aż tak dawno. nie postarzaj nas.
-Nas? Nie wiem jak ty, ale ja mam dopiero 16 lat.
-Na prawdę? A skąd te wszystkie zmarszczki?
-Zamknij się! Powiesz mi wreszcie, jak się nazywasz?- stanął na przeciwko mnie i zatopił swój wzrok w moich tęczówkach. Powoli przybliżył swoją twarz do mojej, ale ja się odsunęłam. A on rozbawiony tą sytuacją cmoknął mnie w policzek.
-Na prawdę mnie nie poznajesz? To ja, Kacper.
-Moment, moment.. To z tobą bawiłam się, gdy byłam mała?
-Wyprowadziłaś się bez pożegnania, gdy miałaś 6 lat. nie ładnie nie ładnie.
-Ale od tej pory minęło 10 lat..
-Ja nigdy o tobie nie zapomniałem- wtuliłam się w niego, a on podniósł mnie i zakręcił mną.Po chwili postawił mnie na ziemi i nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku. 



Po chwili oderwałam się od niego i spuściłam głowę w dół. Kiedyś, a dokładniej 10 lat temu byliśmy przyjaciółmi. Nie powinniśmy się całować. Przecież ja o nim nic nie wiem. Zachowuję się jak, jakaś pierwsza lepsza. Ja taka nie jestem.
-Przepraszam.. Nie powinienem- zaczął się jąkać
-Zapomnijmy o tym- posłałam mu ciepły uśmiech znaczący ' mi też jest głupio'.
-Jak mnie znalazłeś? Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś, że to ty? Czemu dopiero teraz się odezwałeś? Co cię do tego skłoniło? - zaczęłam zasypywać go mnóstwem pytań. Kacper przyłożył palec do moich usta, na znak, żeby się już zamknęła. Zrobiłam obrażoną minkę i założyłam ręce, na co on oczywiście wybuchną śmiechem. W środku czułam takie jakieś dziwne ciepło. Dawno się tak nie czułam. Wcześniej wydawało mi się, że brakuje jakiejś mojej cząstki. Chyba dopiero teraz ja odnalazłam, a raczej to ona odszukała mnie.
-No więc.. od czego by tu zacząć?
-Najlepiej od dnia mojej przeprowadzki..
-No cóż.. Muszę przyznać, że tego dnia płakałem
-Płakałeś?- wytrzeszczyłam oczy
-Wyjechałaś sobie tak po prostu, bez żadnego pożegnania..
-Przepraszam. Ja nie chciałam jechać..
-Wiem. To nie twoja wina. No więc tego dnia było mi strasznie smutno, że straciłem przyjaciółkę. Ciągle o tobie myślałem i chodziłem do naszego domku na drzewie.
-Dalej tam jest?- uradowana podniosłam kąciki ust. To miejsce zapamiętałam najbardziej. Spędzaliśmy tam każda wolną chwilę. To był taki nasz azyl. Zbudował nam go ojciec Kacpra i tylko my o tym wiedzieliśmy. Wtedy czułam się jak normalna dziewczyna. Oddałabym wszystko, żeby móc jeszcze się tam choć na chwilę znaleźć i powspominać.
-Nie wiem. Ojciec dostał lepszą propozycję pracy i w wieku 11 lat przenieśliśmy się do Wielkiej Brytanii. nie dawno wróciłem. Obiecałem sobie, że zaraz po powrocie zajmę się poszukiwaniem mojej najlepszej przyjaciółki. Tak też zrobiłem.
-I udało ci się ją znaleźć?- zażartowała,
-No właśnie nie i przyszedłem prosić cię o pomoc- zrobiłam urażoną i smutną minkę, po czym odwróciłam się do niego plecami. Objął mnie w tali i przyciągnął do siebie. Jednak czułam, że robimy coś złego więc natychmiast się od niego odsunęłam. Usiedliśmy na ławce.
-A teraz opowiadaj, co tam u ciebie..
-U mnie nic ciekawego. Rodzice ciągle pracują, a ja ciągle chodzę na zakupy, przyjęcia, bale, bankiety- zaczęłam wymieniać śmiesznie kołysząc głową.
-Czyli mam rozumieć, że prowadzisz życie prawdziwej księżniczki.
-Oczywiście. Właśnie miałeś zaszczyt poznać piękną barbie.
-Nie przesadzaj. Plastikiem to ty nie jesteś.
-Mam taką nadzieję- zaśmialiśmy się.
-Gdzie teraz mieszkasz?- spytałam
-Aktualnie w hotelu. Szukam jakiegoś domu, w którym mógłbym zamieszkać razem z kumplem.
-A twoi rodzice nie mają nic przeciwko?
-Oni zostali w Anglii. Z reszta sami mi to zaproponowali.
-Ale przecież ty jesteś niepełnoletni ...
-Zapomniałaś, że za kilka tygodni mam 18 urodziny? Proszę, proszę.. nie widzieliśmy się zaledwie 10 lat , a ty już zapomniałaś datę mych urodzin.
-Oj przepraszam..- pocałowałam go w policzek.
-Robi się już późno. Lepiej odprowadzę cię do domu.
-Okej- ruszyliśmy w stronę mojej wilii. Przez całą drogę śmialiśmy się i wygłupialiśmy.
-Może zostaniesz u mnie na noc?
-To chyba nie jest dobry pomysł.
-No może masz rację. Spotkamy się jutro?
-Zadzwonię moja królewno- pocałował mnie w czoło, a ja pobiegłam do środka. Od razu skierowałam się do mojego pokoju. Choć było już bardzo późno rodzice chyba jeszcze nie wrócili. Chociaż to. Przynajmniej nie będą mi truć i robić kazań, jak a to ja powinnam być idealnie grzeczna. 

Założyłam białą luźną koszulę i położyłam się na moim bardzo, ale to bardzo miękkim i wygodnym łóżku. Leżałam i rozmyślałam chwilę o dzieciństwie i oczywiście o moim najlepszym przyjacielu. Minęło tylko czasu, a my rozmawialiśmy dzisiaj jakby nic się nie zmieniło. Jakby czas stanął w miejscu. W jego towarzystwie zapominam, o tym że jestem, a raczej moi rodzice są bogaci. Dobrze się z nim bawię. Musimy odnowić swoje kontakty. Teraz potrzebuję prawdziwego przyjaciela... 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział VIII

Chłopcy grali w koszykówkę, a ja siedziałam na ławce i bacznie się im przyglądałam. Kompletnie nie umieli grać. Wcale sobie nie podawali i dziwili się, że przegrywają. Czy tylko ja w tym gronie używam mózgu? Zmęczeni usiedli obok mnie.
-Może zagrasz z nami? - odezwał się Dawid
-Wybacz, ale kompletnie nie umiecie grać i tylko bym się męczyła.
-A ty taka specjalistka? Mogę się założyć, że nie złapałabyś nawet piłki- prysnął Paweł
-Przez 5 lat chodziłam na balet, od 7 lat należę do drużyny w siatkówkę. Raz w tygodniu chodzę na siłownię i gimnastykę, a ty sugerujesz że nie umiem złapać piłki?
-Tak. Właśnie tak sądzę.
-Więc zagrajmy. Jak przegrasz to musisz mnie przeprosić.
-Zgoda, a jak ty przegrasz dasz się pocałować.
-Umowa stoi- uścisnęliśmy sobie ręce i weszliśmy na boisko. Na początku trochę przegrywałam, ale później on nie miał już siły i łatwo było z nim wygrać. Dumna podeszłam do reszty znajomych. Trochę dziwnie się czułam, że jestem tu jedyną dziewczyną, no ale cóż.
-No to słucham twoich przeprosin.
-Nie mam zamiaru cię przepraszać.
-Stary obiecałeś, a po za tym należy jej się to- bronił mnie Dawid
-Sory..- wydukał po cichutku
-Czego ja się mogłam spodziewać, przecież nie stać cię na coś więcej- prychnęłam i usiadłam na przeciwko niego. Siedzieliśmy w ciszy i zabijaliśmy się spojrzeniami, gdy Dawid i Franek zaciekle o czymś rozmawiali.
-Nie patrz się tak, bo ci oczy w ciążę zajdą- w końcu się odezwał
-Jak na ciebie patrzę mam ochotę wysłać sms o treści POMOC
-Czy wy nie potraficie normalnie się do siebie odzywać?- spytał Franek
-Ja nic nie poradzę na to, że ona jest taka tępa.
-Twoja matka musiała chyba najeść się dużo śniegu, żeby urodzić takiego bałwana.
-Przestańcie już sobie tak docinać. Seks na zgodę? - zażartował Dawid. Przynajmniej mam taką nadzieję, że żartował.
-Ja tam bardzo chętnie
-Nie przeżywaj tak bo majtek nie dopierzesz
-Paweł nie zapominaj, że to moja dziewczyna- w końcu odezwał się Franek. Wcześniej nie mógł? A no tak, był zajęty śmianiem się z nas.Pocałowałam go w policzek i usiadłam mu na kolanach.
-Co się tak gapisz jak dupa  na sedes? - skierowałam słowa na Pawła, który nie spuszczał ze mnie wzorku. Pomruczał coś cicho pod nosem i więcej się nie odezwał. Spojrzałam na komórkę. Już 21.30.
-Franek odwieziesz mnie do domu?- spytałam lekko zdenerwowana
-Coś się stało?- spytał poważnie
-Pewnie mamusia martwi się o córeczkę- Paweł myślał, że mi tym dogryzie. Mylił się.
-Rodzice jeszcze w pracy, a ja jestem z kimś umówiona i muszę wracać.
-Mam być zazdrosny?- spytał Franek
-Oczywiście, że nie głuptasie- pocałowałam go w policzek i pociągnęłam za rękę i w kierunku samochodu. Pomachaliśmy znajomym i odjechaliśmy.
-Z kim jesteś umówiona?
-Z kolegą.
-Emilia.. Pamiętasz, że do balu nie możemy spotykać się z nikim innym.
-Spokojnie. Nikt mnie nie zobaczy.
-Ale wiesz, mi nawet nie o to chodzi. Po prostu spodobałaś mi się i...
-Nie. Franek to nie ma sensu. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Zgodziłam się udawać twoją dziewczynę i niech tak zostanie.
-Skoro tak chcesz.
-Tak będzie lepiej. Dzięki, że mnie odwiozłeś. - dałam mu buziaka w policzek i pobiegłam do domu. 


Od razu skierowałam się do swojego pokoju, a potem do łazienki. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Przebrałam się i rozczesałam włosy. Zajęło mi to chwilę, bo były okropnie pokręcone. Było już po 22. Bezszelestnie wyszłam z domu i poszłam do parku. Zobaczyłam bruneta z kręconymi włosami odwróconego do mnie tyłem. Na mojej twarzy pojawił się maleńki uśmiech. Podeszłam do niego i dotknęłam jego ramię. Natychmiast się odwrócił. Ujrzałam piękne zielone oczy. Skądś je znałam, tylko nie mogłam przypomnieć sobie skąd.
-Już myślałem, że nie przyjdziesz- usłyszałam jego melodyjny głos. Ubrany był w czarne spodnie, koszulę w kratkę i skórzaną kurtkę. Był nawet bardzo przystojny. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Po prostu mnie zatkało... 

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział VII

Dziś miałam szczególnie dobry humor. Pewnie dlatego, że jest nareszcie sobota. Miałam cały dzień tylko dla siebie. Założyłam luźne ubrania, a do uszu włożyłam słuchawki. Po chwili usłyszałam pierwsze nuty mojej ulubionej piosenki. Zbiegłam na parter po schodach.
-Witaj córuś.- usłyszałam głos ojca
-A wy nie w pracy?- zapytałam z uśmiechem. Miałam nadzieję, że rodzice mają dziś wolne i spędzimy ten dzień tak jak kiedyś. Gdy byłam mała w każdą sobotę zabierali mnie do wesołego miasteczka, cyrku, albo na zakupy.
-Właśnie jedziemy. Podwieźć cię gdzieś?
-Nie. Zostanę w domu. - pobiegłam do kuchni. Zjadłam tam małe śniadanie, czyli jogurt truskawkowy z płatkami i rozłożyłam się w salonie na kanapie. 

W telewizji nie było nic ciekawego. Postanowiłam więc zacząć pisać wypracowanie do szkoły. Siedziałam tak ponad dwie godziny, gdy pisanie przerwał mi dzwonek do drzwi.
-Panienko Emilio! Przesyłka dla pani.- usłyszałam wesoły głos gosposi. Jakoś wygramoliłam się z pod notatek i podeszłam do niej. Na stoliku leżał wielki pluszowy miś. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Był taki słodki. Do ucha miał przyczepiony liścik. 'Taj jak zawsze. O 16.30. Będę czekał.' Zaniosłam tego pluszaka do pokoju i włączyłam laptopa. Była dopiero 15, więc miałam jeszcze dużo czasu. Umyłam i wysuszyłam włosy, po czym zaczęłam malować paznokcie. Wtedy zadzwonił mój telefon. To był Franek. Po krótkim zastanowieniu się odebrałam.
-Cześć
-Coś się stało, że dzwonisz?
-Mamy zamiar z chłopakami wyjść wieczorem na boisko pograć w kosza. Może pójdziesz z nami?
-Sam na to wpadłeś?
-Nie. Dawid prosił, żebym cię zaprosił.
-Zastanowię się.
-Przyjadę po ciebie o 18.
-Zgoda.- rozłączyłam się i spojrzałam na zegarek. 16.20. Usiadłam przed laptopem i bezmyślnie wpatrywałam się w ekran. Po pięciu minutach napisał.
*nieznajomy
Dobrze się wczoraj bawiłaś?
*ja 
Co takiego?
*nieznajomy
Pytam o bankiet.
*ja 
Skąd wiesz, że tam byłam?
*nieznajomy
Moja matka cię widziała.
*ja
Ty też tam byłeś?
*nieznajomy
Ja nie lubię takich imprez
*ja
szkoda :(
*nieznajomy
Zastanowiłaś się już nad naszym spotkaniem?
*ja
dzisiaj o 22 w parku?
*nieznajomy
Możesz tak późno wychodzić z domu.
*ja
Nie interesuj się.
*nieznajomy
Nie boisz się, że nas zobaczą ? W końcu nie było jeszcze balu.
*ja
O tej godzinie nie będzie tam nikogo znajomego. To do wieczora.
Szybko wyłączyłam komputer. Było już po 17. 

Założyłam na siebie czarne rurki, białą bluzkę i szary sweterek. Zamiast okularów założyłam szkła kontaktowe i zrobiłam makijaż. Włosy związałam w warkocza i już byłam gotowa. Usłyszałam jakiś samochód. Od razu pomyślałam, że to Franek. Zbiegłam po schodach i powiadomiłam gosposię, że nie wiem kiedy wrócę. Uśmiechnęła się tylko i wyszłam. Na podjeździe czekali na mnie chłopcy, a dokładniej Franek, Dawid i Paweł. Ten ostatni posłał mi dziwne spojrzenie, ale to zignorowałam. Podeszłam do mojego udawanego chłopaka i pocałowałam go w policzek. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy. 
___________
Trochę mi tak smutno, jak jest mało komentarzy ;(
Kolejny rozdział dodam, jak będą dwa komentarze ;) 
Im więcej komentarzy tym dłuższa część :P 

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział VI


Nie wiem jak mu się to udało, ale Paweł sprowadził rozmowę na mój temat. Zdziwiłam się. Co ja go tak interesuję? Więcej mnie nie zobaczy, więc czemu się tak zachowuje.
-Czemu ona taka cicha?- wskazał na mnie.
-Ona ma imię.- odgryzłam się
-Skarbie nie denerwuj się tak, bo złość piękności szkodzi.- kontynuował
-Skarbie, to możesz mówić do swojej mamusi.
-A może dasz się zaprosić na małe piwko?
-Jesteś zabawny, jak mój dziadek po drugiej wojnie światowej. - nie mam pojęcia skąd brałam te teksty, ale muszę przyznać, że byłam usatysfakcjonowana.
-No ale musisz przyznać, że pociągający to ja jestem.- znów zaczął Paweł
-Masz rację. Jak spłuczka do kibla.- wszyscy ryknęli śmiechem a ja mocniej wtuliłam się do Franka. Na twarzy Pawła można było zauważyć duży rumieniec. Mam nadzieję, że da już sobie spokój i więcej się do mnie nie odezwie. Nagle usłyszałam znajomą melodyjkę. Zadzwonił mój telefon. Położyłam palec na ustach, by uciszyć chłopców i odebrałam.
-Cześć mami! - powiedziałam
-Emilia! Gdzie ty jesteś? Bankiet już dawno się skończył.
-Właśnie jesteśmy w samochodzie. Za chwilę będę. Kocham cie. Pa.- rozłączyłam się, po czym odetchnęłam z ulgą. chłopcy wybuchnęli śmiechem.
-Z czego tak japy cieszycie?- spytałam zdziwiona.
-Mamusia martwi się o córeczkę? - zaczepił mnie nie kto inny jak Paweł
-A twój ojciec jest może kucharzem?
-Nie. Czemu pytasz?
-Bo masz twarz jak naleśnik.- chłopcy znów zaczęli się śmiać, oczywiście z wyjątkiem Pawła. On stanął naprzeciwko mnie i wpatrywał mi się w oczy.
-Kurwa!- krzyknął
-Oj wiemy. Nie chwal się.- mocno złapał mnie za nadgarstek. Na szczęście, oczywiście bardzo delikatnie go kopnęłam i natychmiast mnie puścił. Zaczął jakoś dziwnie wymachiwać rękami.
-Ćwiczysz karate, czy łapiesz muchy?- spytałam z trudem powstrzymując śmiech. 

-No koniec tego dzieciaki.- wreszcie odezwał się Franek.
-Muszę ją odstawić bezpiecznie do domu, bo jak nie to jej ojciec łeb mi urwie.- pożegnaliśmy się i odjechaliśmy.
-Nieźle mu pojechałaś.- zaczął rozmowę.
-Mówiłam tylko to co myślę.
-Nie znałem cię od tej strony.
-Ja też sie od tej strony nie znałam.- zapanowała cisza. Dopiero, gdy byliśmy na podjeździe znów odezwał się Franek.
-Dziękuję, że udawałaś moją dziewczynę,
-Nie ma za co. Dobrze sie bawiłam- skłamałam. Wtedy Franek delikatnie musnął moje usta. Bez słowa wysiadłam z auta i weszłam do domu. Szybko się przebrałam i położyłam się w salonie na kanapie. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać.
-Emilia!
-Tu jestem mamo!
-O której godzinie ty wracasz do domu?!- krzyknęła
-Przepraszam. Byłam z Frankiem.
-Masz szlaban na laptopa na miesiąc.- dodała. Obok niej pojawił się tatuś.
-Co? Ale dlaczego? Wróciłam zalewie godzinę później. Mogę zatrzymać komputer? - zrobiłam niewinną i smutną minkę. 

-No pewnie. W końcu nic złego nie zrobiłaś. Ale kładź już się spać, bo jest późno.
-Dobranoc tatku.- powiedziałam, po czym pocałowałam go w policzek. Posłałam jeszcze zwycięskie spojrzenie mamie i pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic i położyłam się spać. Dzisiaj był jakiś dziwny dzień, Mam nadzieję, że jutrzejszy będzie o wiele normalniejszy...
___________
Muszę przyznać, że jest mi trochę smutno. To już 6 rozdział, a nie było jeszcze żadnego komentarza. Mam wrażenie, że piszę to wszystko tylko dla siebie ;(
Postanowiłam, że kolejny rozdział dodam, jak będą minimum dwa komentarze ;)


Rozdział V



Na bankiecie bawiliśmy się świetnie. Ciągle ze sobą tańczyliśmy i rozmawialiśmy. Dowiedziałam się o nim wielu ciekawych rzeczy. Nie jest taki, jak myślałam. Uwielbia grać w koszykówkę. A ten jego znajomy, którego nie dawno poznałam jest jego kumplem. Twierdzi, że pomagają sobie na wzajem. Franek daję mu pieniądze na szlugi i prochy, a on w zamian za to przedstawia kumplom. Dzięki temu może czuć się jak zwykły nastolatek. Choć nie popieram tego ich chorego układu, to muszę przyznać, że też bym tak chciała. Brakuje mi normalnego życia. 
Dochodziła 22, gdy na twarzy mojego towarzysza pojawił się dziwny grymas.
-Co jest?- spytałam
-Nic. Obiecałem Dawidowi, że wpadnę dziś na boisko.
-Jakiemu Dawidowi?
-No przecież poznałaś go, jak byłaś wczoraj u mnie. 
-Przedstawił się jako Ksawery. 
-No tak. Nie lubi zbytnio o sobie mówić. Nie przejmuj się tym. 
-Zawsze mnie uczono, że obietnic nie wolno łamać, więc jedź do niego.- powiedziałam ze smutkiem
-Pojedziesz ze mną?
-A mogę?
-No pewnie. Tylko chyba najpierw musisz się przebrać. 
-Masz rację.- uśmiechnęłam się do niego i pojechaliśmy do mojego domu. 


Szybko się przebrałam i znów wyszłam. Franek czekał na mnie na podjeździe. Uśmiechnął się na mój widok i złapał mnie za rękę. Moje serce mocniej zabiło i na policzkach pojawił się rumieniec. Wsiedliśmy do jego sportowego auta i tym razem ruszyliśmy w kierunku jakiegoś boiska.
-Em..- zaczął Franek
-Tak?- spojrzałam na niego, jednak on nie odrywał wzroku od drogi. Może i dobrze. Nie chciałabym, by spowodował wypadek.
-Słuchaj.. Nie zrozum mnie źle, bo jesteś bardzo ładna i wgl. , ale ja nie chcę mieć dziewczyny.- zasmuciłam się. Co prawda nic do niego nie czułam, ale zrobiło mi się tak jakoś dziwnie. Z trudem powstrzymywałam płacz.
-Mam do ciebie jednak wielką prośbę.
-Jaką?- powiedziałam dość cicho, aby nie rozpoznał w moim głosie chęć do rozpłakania się. Teraz najchętniej chciałabym znaleźć się w swoim pokoju z kubełkiem moich ulubionych lodów.
-Mogłabyś poudawać przed moimi kuplami, że jesteśmy razem? - Teraz to już całkowicie przegiął. Powtarzałam sobie w myślach ;samokontrola'. Modliłam się, żeby nie wybuchnąć. Odliczyłam do dziesięciu i odezwałam się.
-Chyba sobie kpisz. Znajdź sobie jakąś inną laskę do udawania. Mnie w to nie mieszaj.- powiedziałam z wyrzutem. Nie odpowiedział mi, bo właśnie byliśmy na miejscu. Wysiadł z samochodu, po czym otworzył mi drzwi. Nawet się na niego nie popatrzyłam. Byłam okropnie zła. Jak w ogóle mogło mu to przejść przed gardło? Palant. Wyrwałam się z zamyślań i zobaczyłam, że w naszym kierunku idzie jakaś grupka chłopaków.
-Siema Franek!- krzyknął Dawid i podał mu rękę.- Widzę, że jesteś ze swoją dziewczyną.
-Ja nie jestem jego dziewczyną.- powiedziałam oburzona, a gdy zobaczyłam te dziwne chytre uśmieszki na twarzach chłopców, których pierwszy raz na oczy widziałam oraz smutną minkę Franka natychmiast dodałam.
-Jestem jego narzeczoną.- powiedziałam z wielkim uśmiechem, po czym spojrzałam na Franka i puściłam mu oczko. Nie wiem dlaczego mu pomogłam i udawałam jego dziewczynę, ale czułam że tak powinnam postąpić. Jeden z jego kupli tak dziwnie się na mnie patrzył, że może to mnie do tego nakłoniło. Usiedliśmy na ławkach, obok ogniska, które rozpalił Dawid. Przedstawili mi resztę znajomych. Okazało się, że ten co tak się ciągle na mnie patrzy ma na imię Paweł, a ten drugi, który ciągle palił papierosy Kamil. Usiadłam Frankowi na kolanach i przysłuchiwałam się ich rozmowie. W pewnym momencie usłyszałam coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. 



środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział IV


Rano obudziła mnie moja kochana psinka. Chwilkę się z nią pobawiłam, po czym szybko stałam i pobiegłam pod prysznic. Później założyłam moją ulubioną bluzę, czarne rurki i również czarne conversy. Do torby włożyłam potrzebne mi rzeczy i windą zjechałam na parter. 
-Witam Panienkę.- usłyszałam głos dobiegający z kuchni
-Rodzice są?- spytałam z nadzieją w głosie
-Kilka minut temu wyjechali do pracy.- ze smutną minką usiadłam przy stole. Po chwili dostałam pyszny omlet i orzechową babeczkę. Zjadłam i wypiłam czekoladowego szejka. Do torby włożyłam butelkę cytrynowej wody i wyszłam. na podjeździe czekała już na mnie limuzyna. Przywitałam się z moim ulubionym szoferem i wsiadłam do środka. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Przed wejściem do szkoły czekały dziewczyny. Podeszłam do nich i przywitałam się.
-Franek pytał o ciebie!- zapiszczała Violetta 
-Czego chciał?- spytałam z niedowierzaniem. 
-Kazał ci przypomnieć o dzisiejszym wieczorze. idziecie na randkę? - z zapałem powiedziała Alex
-Nie powinnaś się tym interesować. Ale jeśli chcesz wiedzieć, to zabiera mnie dzisiaj na bankiet. Możecie rozprowadzić kilka plotek. A teraz chodźmy na lekcję.- nie czekając na odpowiedź udałam się w kierunku klasy. Oczywiście one ruszyły zaraz za mną. Przyzwyczaiłam się już do tego, że ludzie mnie naśladują. W końcu jestem ideałem.
Lekcje minęły mi dość szybko. Najgorszy był język polski. Ta jędza, która chodzi w jednych butach od dwóch lat ( i to w dodatku są to podróbki) zadała wypracowanie na pięć stron. W życiu tego nie napisze! Przy głównych drzwiach stał Franek. Gdy tylko mnie zobaczył, od razu zaczął zmierzać w moim kierunku. 
-Witaj.- powiedziałam z szerokim uśmiechem
-Pamiętasz o dzisiejszym bankiecie?
-Jak mogłabym zapomnieć. 
-Tylko bądź gotowa o 18. Nie lubię czekać.
-Jasne.- powiedział już chyba sama do siebie, bo tak po prostu odszedł. Poczułam się tak jakoś dziwnie. Zawsze ludzie mnie słuchają i podziwiają. A on? Czyżby zapomniał kim jestem? Muszę mu to dziś wytłumaczyć. Wsiadłam do limuzyny, która już na mnie czekała i pojechałam do domu.
Gdy tylko otworzyłam drzwi usłyszałam radosne szczekanie mojego pieska. 
-Panienka Emilia już wróciła? Podać obiad?
-Nie. Przynieś mi tylko do pokoju budyń.- schodami wbiegłam do mojego pokoju. Pierwsze co zrobiłam to natychmiast się przebrałam. Założyłam krótkie szorty i niebieską bluzkę. Włosy związałam w warkocza, zdjęłam szkła i włożyłam okulary. 

Siedziałam na parapecie wpatrując się w okno i rozmyślając, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Była dopiero 14.30, więc na pewno nie mógł by to być Franek. Zbiegłam po schodach i zobaczyłam gosposię trzymającą bukiet kwiatów.
-Właśnie miałam panienkę wołać. Dostawca przyniósł te kwiaty dla pani. Wstawię do wazonu.
-Zanieś je jeszcze do mojego pokoju. Jest jakaś karteczka?
-Tak. Proszę.- powiedziała podając mi liścik. Szybko przeczytałam 'o 16.30 na czacie. Będę czekał' uśmiechnęłam się sama do siebie i pobiegłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa, żeby mieć pewność, że się nie spóźnię. Lubiłam te rozmowy z nim. Nie traktował mnie tak jak wszyscy. Miał swoje odmienne zdanie. Czasami sama nie wiem czego chcę. Lubię jak ludzie mnie podziwiają i liczą się z moim zdaniem, po prostu wtedy czuję się wyjątkowa. niektórzy uważają mnie za rozpuszczoną księżniczkę, i może faktycznie tak jest, ale nie wiedzą, że to tylko taka maska. Brakuje mi kogoś normalnego, kogoś kto mnie zrozumie i polubi za to jaka jestem na prawdę. Dla tego lubię tego, kto ciągle rozmawia ze mną na czacie. Wydaję mi się, że on własnie taki jest. Może to tylko moje marzenie, ale chciałabym się z nim zaprzyjaźnić. Nawet gdybym miała wyrzec się popularności, choć nie wiem czy jestem na to gotowa. jestem jakaś dziwna. Sama nie wiem czego chcę! koniec rozmyślań, bo mnie wezmą do psychiatryka.
Do umówionej godziny zdążyłam umyć, wysuszyć i ułożyć włosy oraz pomalować paznokcie. Spojrzałam na monitor. Dokładnie o 16.30 dostałam wiadomość
*nieznajomy
Kwiaty się podobały?
*ja
Mógłbyś się bardziej postarać. Ciągle kwiaty i kwiaty..
*nieznajomy
Podjęłaś decyzję co do naszego spotkania?
*ja
Owszem podjęłam
*nieznajomy
To jak? Zgadzasz się?
*ja
Dobrze. Spotkam się z tobą, ale po balu.
*nieznajomy
Dlaczego?
*ja
I tak byś nie zrozumiał
*nieznajomy
A właśnie, że rozumiem. Wstydzisz się ze mną pokazać. Na bal idziesz z Frankiem i jakbyś spotkała się z kimś innym na mieście ludzie mogliby zacząć plotkować
*ja
Masz rację. A tobie jeśli na prawdę zależałoby na spotkaniu ze mną zgodziłbyś się.
*nieznajomy
Zależy mi na spotkaniu z tobą. Tylko ty sama nie wiesz czy tego chcesz. Nie chcesz niczego zmieniać. Boisz się zmian.
Nie wytrzymałam i wyłączyłam laptopa. Tak łatwo mnie rozgryźć? Po kilku krótkich rozmowach już mnie rozszyfrował. To prawda boję się zmian. Jeśli dobrze jest tak jak jest, to po co to zmieniać?
Szybko zerknęłam na zegar. Dochodziła już 17. Wpadłam w panikę. W pośpiechu założyłam moją ulubioną granatową sukienkę i zrobiłam mocny makijaż. Spryskałam się perfumami na specjalne okazje i byłam gotowa. Zjechałam windą na parter i wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Była 17.55. Gosposia otworzyła drzwi. Do holu wszedł Franek.
-I jak ?- okręciłam się dookoła
-Wyglądasz ślicznie.- ciepło się do mnie uśmiechną i wyszliśmy.