.

.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział VI


Nie wiem jak mu się to udało, ale Paweł sprowadził rozmowę na mój temat. Zdziwiłam się. Co ja go tak interesuję? Więcej mnie nie zobaczy, więc czemu się tak zachowuje.
-Czemu ona taka cicha?- wskazał na mnie.
-Ona ma imię.- odgryzłam się
-Skarbie nie denerwuj się tak, bo złość piękności szkodzi.- kontynuował
-Skarbie, to możesz mówić do swojej mamusi.
-A może dasz się zaprosić na małe piwko?
-Jesteś zabawny, jak mój dziadek po drugiej wojnie światowej. - nie mam pojęcia skąd brałam te teksty, ale muszę przyznać, że byłam usatysfakcjonowana.
-No ale musisz przyznać, że pociągający to ja jestem.- znów zaczął Paweł
-Masz rację. Jak spłuczka do kibla.- wszyscy ryknęli śmiechem a ja mocniej wtuliłam się do Franka. Na twarzy Pawła można było zauważyć duży rumieniec. Mam nadzieję, że da już sobie spokój i więcej się do mnie nie odezwie. Nagle usłyszałam znajomą melodyjkę. Zadzwonił mój telefon. Położyłam palec na ustach, by uciszyć chłopców i odebrałam.
-Cześć mami! - powiedziałam
-Emilia! Gdzie ty jesteś? Bankiet już dawno się skończył.
-Właśnie jesteśmy w samochodzie. Za chwilę będę. Kocham cie. Pa.- rozłączyłam się, po czym odetchnęłam z ulgą. chłopcy wybuchnęli śmiechem.
-Z czego tak japy cieszycie?- spytałam zdziwiona.
-Mamusia martwi się o córeczkę? - zaczepił mnie nie kto inny jak Paweł
-A twój ojciec jest może kucharzem?
-Nie. Czemu pytasz?
-Bo masz twarz jak naleśnik.- chłopcy znów zaczęli się śmiać, oczywiście z wyjątkiem Pawła. On stanął naprzeciwko mnie i wpatrywał mi się w oczy.
-Kurwa!- krzyknął
-Oj wiemy. Nie chwal się.- mocno złapał mnie za nadgarstek. Na szczęście, oczywiście bardzo delikatnie go kopnęłam i natychmiast mnie puścił. Zaczął jakoś dziwnie wymachiwać rękami.
-Ćwiczysz karate, czy łapiesz muchy?- spytałam z trudem powstrzymując śmiech. 

-No koniec tego dzieciaki.- wreszcie odezwał się Franek.
-Muszę ją odstawić bezpiecznie do domu, bo jak nie to jej ojciec łeb mi urwie.- pożegnaliśmy się i odjechaliśmy.
-Nieźle mu pojechałaś.- zaczął rozmowę.
-Mówiłam tylko to co myślę.
-Nie znałem cię od tej strony.
-Ja też sie od tej strony nie znałam.- zapanowała cisza. Dopiero, gdy byliśmy na podjeździe znów odezwał się Franek.
-Dziękuję, że udawałaś moją dziewczynę,
-Nie ma za co. Dobrze sie bawiłam- skłamałam. Wtedy Franek delikatnie musnął moje usta. Bez słowa wysiadłam z auta i weszłam do domu. Szybko się przebrałam i położyłam się w salonie na kanapie. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać.
-Emilia!
-Tu jestem mamo!
-O której godzinie ty wracasz do domu?!- krzyknęła
-Przepraszam. Byłam z Frankiem.
-Masz szlaban na laptopa na miesiąc.- dodała. Obok niej pojawił się tatuś.
-Co? Ale dlaczego? Wróciłam zalewie godzinę później. Mogę zatrzymać komputer? - zrobiłam niewinną i smutną minkę. 

-No pewnie. W końcu nic złego nie zrobiłaś. Ale kładź już się spać, bo jest późno.
-Dobranoc tatku.- powiedziałam, po czym pocałowałam go w policzek. Posłałam jeszcze zwycięskie spojrzenie mamie i pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic i położyłam się spać. Dzisiaj był jakiś dziwny dzień, Mam nadzieję, że jutrzejszy będzie o wiele normalniejszy...
___________
Muszę przyznać, że jest mi trochę smutno. To już 6 rozdział, a nie było jeszcze żadnego komentarza. Mam wrażenie, że piszę to wszystko tylko dla siebie ;(
Postanowiłam, że kolejny rozdział dodam, jak będą minimum dwa komentarze ;)


2 komentarze: