.

.

czwartek, 18 lipca 2013

Rozdział II


Na stoliku obok schodów i windy leżała koperta. Pewnie kolejne zaproszenie na bankiet lub bal. Dziwne. Zaadresowana była do mnie. Wzięłam ją i pobiegłam do swojego pokoju. Zrzuciłam z siebie te ubrania i przebrałam się w coś wygodnego. Zdjęłam szkła kontaktowe i założyłam okulary. Na reszcie mogłam być sobą. Zamknęłam drzwi na klucz i wyłączyłam telefon. Wygodnie usiadłam w moim ulubionym fotelu i najpierw przeczytałam list od tajemniczego wielbiciela. Podobają mi się te listy. Wcześniej nie widziałam w nich nic złego, ale dzisiaj coś we mnie pękło. Napisał, że się we mnie zakochał. Nie odwzajemniam jego uczuć, ale myślę że mogę uważać jako kogoś bliskiego. Jednak nic do niego nie czuję. Nie rozumiem po co komu miłość. Zajmuje ona tylko bardzo cenny czas. Najpierw daje nadzieję na szczęście, a później wszystko odbiera. Łamie serce i pozostaje tylko płacz. Pewnie myślicie, że jestem młoda i jeszcze nic nie wiem o życiu, ale jestem mądrzejsza od was. Łatwo jest się zakochać, ale gorzej odkochać. Po prostu się nie da. Ciągle myśli się o tej osobie i ma się ją przed oczami. Nie można się pozbyć tęsknoty do niej. Teraz pewnie myślicie, że sama miałam chłopaka i to przeżyłam. Otóż nie. Gdy miałam 6 lat miałam przyjaciela do zabaw. Miał na imię Kacper. Nie byłam nim zauroczona, w końcu wtedy byłam jeszcze dzieckiem. Ale zabolała mnie nasza rozłąka. Musiałam przeprowadzić się do nowego domu, większego i lepszego. Brakowało mi jego, ale rodzice już od małego tłumaczyli mi, że nie mogę zadawać się z biednymi. Jakoś to wszystko zniosłam, ale wspomnienia wracają nawet po tylu latach. Koniec tych wspomnień, bo znów się rozkleję. Otworzyłam drugą kopertę. Była pusta. Nie było w niej żadnego listu. Ciekawe kto to przysłał. Wtedy usłyszałam głos gosposi.
-Panienko Emilio! Kwiaty dla pani.
-Już schodzę!- zbiegłam po schodach i zobaczyłam piękny bukiet czerwonych róż. Nie było jednak żadnego liściku.
-Od kogo te kwiaty? -spytałam gosposi
-Nie wiem panienko Emilio. Dostawca kazał przekazać, tylko że o 16.30 na czacie.
-Dziękuję. Wstaw te kwiaty do wazonu. A i kiedy będą rodzice?
-Dzwonili, żeby nie czekać na nich z kolacją.
-W takim razie zjem w pokoju.- powiedziałam ze smutną miną.
-Chce panienka Emilia może jakieś lody albo ciastka?
-Kubełek moich ulubionych.
-Dobrze. Za chwilkę przyniosę. - znów udałam się do pokoju. Spojrzałam na zegarek. Jest 16.20. Włączyłam laptopa i weszłam na czat. Była tylko Violetta i Franek. Czyżby to on przysłał mi te kwiaty. To na pewno on. Wątpię, aby kogoś innego było jeszcze na to stać. Była dokładnie 16.30, gdy napisał do mnie ktoś nieznajomy.
*nieznajomy
Kwiaty się podobały?
*ja
Są piękne. A ta pusta koperta jest od ciebie?
*nieznajomy
Wszystko jest możliwe. Słyszałem, że masz już z kim iść na bal.
*ja
Tak. Idę z Frankiem.
*nieznajomy
Szkoda, bo myślałem, że razem się tam wybierzemy.
*ja
Chodzisz do mojej szkoły?
*nieznajomy
Zadajesz dużo pytań.
*ja
A ty na żadne nie odpowiadasz.
*nieznajomy
Mam kompromis.
*ja
Jaki?
*nieznajomy
Dasz się zaprosić na kawę, kino i spacer a wtedy odpowiem na wszystkie twoje pytania.
*ja
Nie umawiam się z nieznajomymi
*nieznajomy
I słusznie. Tylko, że mnie znasz.
*ja
Jak się nazywasz?
*nieznajomy
To jest kolejne pytanie. Zastanów się nad moją propozycją. Pogadamy jutro o tej samej godzinie.
Nie zdążyłam mu już nic odpisać. Po prostu wyłączył czat. Kretyn. Na pewno się z nim nie umówię. Nie teraz, kiedy Franek mnie zaprosił na bal. Po chwili na skype zadzwoniła Wioletta. Odebrałam.
-Violetta : Rozmawiałam z Amandą. Jej rodzice odwiedzają dzisiaj rodziców Franka. Myśli, że to będzie okazja by się do niego zbliżyć.
-Jak ona może. Dzięki za informacje. Buziak. Pa.- rozłączyłam się i zeszłam na parter.
-Panienka Emilia, życzy sobie czegoś?
-Zadzwoń do państwa Wiśnickich i oznajmij, że złożę dziś Frankowi wizytę.- pobiegłam do swojej garderoby i zaczęłam zastanawiać się co na siebie włożyć. Muszę wyglądać subtelnie i delikatnie, a zarazem uwodzicielsko. Franek musi być mój. Jeśli zostanę jego dziewczyną moja popularność wzrośnie. Postanowiłam założyć kremową, koronkową sukienkę i dżinsową katanę. Szpilki i torebkę dobrałam pod kolor sukienki. Włosy pokręciłam i zostawiłam rozpuszczone. Poprawiłam makijaż i założyłam szkła kontaktowe. Byłam gotowa. Powoli zeszłam na parter.
-Nie wiem o której wrócę. Rodzicom przekaż, że udałam się do Wioletty.
-Dobrze panienko Emilio. -odpowiedziała gosposia. Wyszłam z domu i wsiadłam do limuzyny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz