.

.

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział III

Po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Szofer otworzył mi drzwi i po raz kolejny moim oczom ukazał się jego dom. Była to jednopiętrowa willa z pięknym, dużym ogrodem, altanką i basenem. Mama Franka, pani Katarzyna ma kilka kwiaciarni, a jej mąż, pan Ksawery jest jakiś wysokim urzędnikiem. Pewnym krokiem podeszłam do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem. Oczywiście otworzył mi lokaj.
-Ja do pana Franka. Powiadomiłam go wcześniej. -Witaj panienko Emilio. Cieszę się, że cię widzę. Franek jest w siłowni. -Dziękuje.- powoli ruszyłam w kierunku mojego przyszłego chłopaka. Zapukałam i otworzyłam drzwi do pomieszczenia, w którym się znajdował.
-Cześć Franek.
 -Cześć Emilia. Coś się stało, że przyjechałaś? -powiedział nie przestając podnosić ciężarów. Po raz pierwszy zobaczyłam go bez koszulki. Ten jego kaloryfer... -Chciałam omówić z tobą kolor mojej sukienki i spędzić z tobą trochę czasu.
-Jak widzisz jestem trochę zajęty. Zaczekaj w moim pokoju. Jest naprzeciwko. Zaraz do ciebie dołączę. A i ślicznie wyglądasz.-posłał mi czarujący uśmiech.

-Dziękuję.- również lekko się uśmiechnęłam  i powędrowałam do jego pokoju. Choć wiele razy byłam w jego domu na kolacji, jeszcze nigdy w pokoju. Zaczęłam się rozglądać. Nie było tu nic nadzwyczajnego, oprócz kolekcji małych żołnierzyków. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął w swoim kierunku, tak że wylądowałam mu na kolanach. Zdziwiłam się, bo to nie był Franek.

-Witaj ślicznotko. - odezwał się.- Jak masz na imię?
 -Emilia. A ty to kto?
-Ksawery. Kolega Franka. A ty to jego dziewczyna? -A możesz mnie już puścić?
-Nie. – wtedy, oczywiście z wielką gracją uderzyłam go w twarz. Do pokoju wszedł Franek.
-No stary szacun. Silna ta twoja dziewczyna.
-Tak? Nie widziałem.- podszedł do mnie i pocałował mnie w policzek. Chyba właśnie wyszedł spod prysznica, bo jego ciało pachniało morską bryzą. Na początku byłam zdziwiona jego zachowaniem, jednak później się ucieszyłam.
-Po co przyszedłeś? No i jak tu wszedłeś?
-Przez okno. Pożycz trochę kasy.
-Ile chcesz?
-Ile dasz.
 -Masz. Nie pytam po co, bo chyba się domyślam. A i możesz wyjść normalnie, drzwiami.  -Wolę przez okno. Dzięki. Narka.- gdy tylko wyszedł usiadłam na łóżku Franka i z uśmiechem na twarzy popatrzyłam się na niego.
-Kto to był? -Kolega. Chodzimy razem na basem i siłownię. To jaki kolor proponujesz?
-Cóż. Większość osób wybierze miętowy. Proponuję granat, żebyśmy wyglądali wyjątkowo.
-Jednak wolę czerwień.
-Czerwony? Jest zbyt oklepany. A po za tym mam już granatową sukienkę.
-Nasz kolor to czerwony. Coś jeszcze chciałaś? -Tak. – stanęłam naprzeciwko niego. Czułam jego oddech na sobie. Patrzyłam mu prosto w oczy. Przybliżył swoje usta do moich i wtedy do pokoju bez pukania weszła Amanda. Zarumieniłam się, a Franek złapał mnie za rękę.
-Cześć Franek. Nie wiedziałam, że ona tu będzie.
-Spokojnie. Właśnie wychodzę, a Franek mnie odwiezie. Prawda, kochanie? – z uśmiechem popatrzyłam się na Amandę.
-Yyy.. Jasne.- odpowiedział Franek. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu Franka.
-Chciałem ci przypomnieć, że nie możemy przed balem pokazywać się z kimś innym w mieście.
-Rozumiem cię. Musimy też więcej czasu spędzać razem.
 -Wiem Emilio. Pójdziesz ze mną jutro wieczorem na bankiet. Przyjadę po ciebie o 18.00.
 
-Dobrze. To do zobaczenia. – właśnie byliśmy pod moim domem. Pocałowałam go w policzek, a on jakoś tak dziwnie się na mnie popatrzył. Franek musi być moim chłopakiem.  Dzięki pokazywaniu się z nim moja popularność wzrośnie. Co prawda i tak idę z nim na bal szkolny, ale ten jutrzejszy bankiet też jest dobrą okazją na pokazanie się z nim publicznie. Na szczęście wybrał mnie, a nie Amandę. Kiedyś się z nią przyjaźniłam, ale pokłóciłyśmy się o lalkę z edycji limitowanej. Obraziłyśmy się na siebie i nigdy nie pogodziły. Zostałyśmy wrogami, ale ja zawsze wygrywam. Ciągle jestem od niej pierwsza. Lepiej się ubieram i mam więcej znajomych niż ona. Uwielbiam wygrywać. Choć czasami mnie to męczy. Brakuje mi zwykłego życia nastolatki, no ale nie mogę narzekać. Mogę mieć wszystko, co tylko zechcę. Wysiadłam z samochodu i weszłam do domu.
-Witaj panienko Emilio.
-Są już rodzice?
 -Jeszcze ich nie ma. Podać kolację?
-Nie. Idę wziąć kąpiel i położę się już.

-Dobranoc panienko Emilio. – pojechałam windą na piętro, na którym znajdował się mój pokój. Nalałam wody do wanny i weszłam do niej. Zaraz po tym przebrałam się w moją ulubioną pidżamę i zasnęłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz