.

.

środa, 17 lipca 2013

Prolog



Dzisiaj obudziły mnie wspaniały zapach. Pewnie nasza gosposia zaczęła już szykować śniadanie. Mam nadzieję, że będzie smaczniejsze niż wczoraj. No i mniej kaloryczne. Założyłam okulary i wstałam z łóżka. Narzuciłam na siebie szlafrok i otworzyłam drzwi do łazienki. Tak miałam w pokoju własną łazienkę i dwie garderoby. Pokój był duży i jasno różowy. Można powiedzieć, że liliowy. Wzięłam szybki prysznic i pobiegłam po mój mundurek szkolny. Szybko założyłam białą bluzkę i spódnicę w kratkę. Do tego granatowa marynarka i przepisowo czerwone buty. Znalazłam małe niedociągnięcie w regulaminie. Nie jest określone jakie one dokładnie mają być, więc założyłam czerwone szpilki. Dobrałam do nich torebkę i wrzuciłam do niej potrzebne rzeczy. Przy toaletce zrobiłam mocny makijaż. Był on niedozwolony w mojej szkole, no ale mi nikt nigdy za to nie ukarał. Może dlatego, że jestem pupilką nauczycieli i wszyscy mnie lubią. Dobrze jest być popularną. Stanęłam przed lustrem i dokładnie zmierzyłam dziewczynę w odbiciu wzrokiem. Zobaczyłam piękną szesnastolatkę o blond włosach i niebieskich oczach. Jestem szczupłą i wysoką jedynaczką. Mieszkam z rodzicami w naszej willi. No ale wy to już wiecie. Zaraz. Wy nic nie wiecie. Mam na imię Emilia i nie lubię, jak mi się zdrabnia. Chodzę do prywatnej szkoły mieszanej, to znaczy że uczęszczają do niej zarówno chłopcy i dziewczęta. Jestem w niej najpopularniejszą dziewczyną. Mam dwie, jak by to powiedzieć chodzące za mną i robiące za tło przyjaciółki. Są mi czasami potrzebne. Obie mają chłopaków, których muszę wyeliminować z ich życia. No, cóż nie są zbyt popularni i nie chcę być z nimi kojarzona. Raz się z nimi spotkałam i nie mam zamiaru więcej. Dobrze, że mam kontrolę nad wszystkimi  plotkami. Można powiedzieć, że jestem taką księżniczką. No to już chyba wszystko o mnie. Zdjęłam jeszcze okulary i założyłam szkła kontaktowe. Nikt o tym nie wie, że mam słaby wzrok. Ale nie tylko dlatego noszę szkła. Okulary są niemodne i nie mogę się w nich pokazywać publicznie.Powoli zjechałam windą na parter i udałam się do jadalni. Czekali już tam na mnie rodzice przy pięknie nakrytym stole. Muszę przyznać, że gosposia się spisała.
-Mami! Papi! Wy jeszcze nie w pracy? - tata jest sławnym chirurgiem, a mama anestyzjologiem, więc widok ich w domu a o tej porze jest niecodzienny.
-Dzisiaj wyjątkowo jedziemy nieco później do kliniki. Jeśli chcesz to możemy cię odwieść do szkoły.- powoli rzekł papi. Codziennie jeżdżę limuzyną, ale nie mogę odmówić przejażdżki sportowym autem tatusia.
-Było by mi bardzo miło.- delikatnie się uśmiechnęłam
-Śniadanie podane.- powiedziała gosposia, gdy postawiła ostatnią tacę na stole.
-Znowu zapomniałaś dodać do mojej sałatki rzodkiewki. Jogurt miał naturalny i bez grudek. Sok pomarańczowy jest bez miąższu. Nie wiem dlaczego ty tu jeszcze pracujesz.- ujęłam wszystko delikatnym i spokojnym głosem. Nic nie zjadłam tylko napiłam się szejka i wyszłam. Rodzicom się śpieszyło, więc nie miałam na zbyt wiele czasu. Wsiadłam do auta i po dwudziestu minutach byłam pod szkołą. Przy wejściu obok fontanny czekały te dziewczyny, które nazywam przyjaciółkami. Jedna z nich to Aleksandra, a druga Wioletta. Pożegnałam się z rodzicami i powoli zaczęłam zmierzać w ich kierunku.

1 komentarz:

  1. jeny, co za okropna dziewczyna z tej Emilii! egoistyczna, zadufana w sobie, wredna i rozpieszczona.
    btw, 'anestezjolog' nie 'anestyzjolog' ;).


    --
    storyoframona.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń